Bill Evans – Giganci Jazzu – Agora

///Bill Evans – Giganci Jazzu – Agora
  • View Larger Image
  • Warning: error_log() has been disabled for security reasons in /www/erajazzu/wp/wp-content/themes/Avada/includes/deprecated.php on line 258 Warning: error_log() has been disabled for security reasons in /www/erajazzu/wp/wp-content/themes/Avada/includes/deprecated.php on line 258 Warning: error_log() has been disabled for security reasons in /www/erajazzu/wp/wp-content/themes/Avada/includes/deprecated.php on line 258 Warning: error_log() has been disabled for security reasons in /www/erajazzu/wp/wp-content/themes/Avada/includes/deprecated.php on line 258

Bill Evans – Giganci Jazzu – Agora

W historii jazzu szczególne miejsce zajmują pianiści. Zaczęło się od kompozytorów wirtuozowskich ragtime’ów – Scotta Joplina, Eubiego Blake’a i Jelly Roll Mortona. Potem byli wielcy pianiści Ery Swingu – Teddy Wilson, Erroll Garner, Earl Hines czy Art Tatum. Wreszcie wirtuozi nowoczesnego jazzu – Oscar Peterson, Dave Brubeck czy McCoy Tyner. I pianiści Milesa Davisa – Keith Jarrett, Joe Zawinul, Herbie Hancock, Chick Corea. Nie możemy zapomnieć o pianistach liderach wielkich orkiestr – Duke’u Ellingtonie czy Gilu Evansie. Są pianiści samotnicy: Kenny Barron, Paul Bley, Michel Petrucciani i John Hicks, oraz szukający etnoegzotyki: Ahmad Jamal, Mal Waldron i Abdullah Ibrahim.Szczególne miejsce zajmuje ekscentryczny współtwórca bebopu Thelonious Monk, jego „ʼRound Midnight” jest bodaj najczęściej nagrywanym jazzowym tematem. Jednak to nie Monk jest uznawany za najważniejszego pianistę nowoczesnego jazzu.Za tego najważniejszego uważany jest najczęściej znakomity improwizator Bill Evans.

Urodził się 16 sierpnia 1929 roku w New Jersey w USA. Jego ojciec był zapalonym golfistą, a matka, choć udzielała się w kościelnym chórze, nie wiązała przyszłości syna z muzyką. Młody Bill chodzi na zwyczajne lekcje muzyki i gry na pianinie w North Plainfield High School, ale to tu zaczyna się jego fascynacja muzyką. Grywa w duecie ze swoim nauczycielem Josephem Schaedelem , ale to nie jazz, tylko muzyka pasująca raczej do salonowych wieczorków. Nie mogliśmy się zgrać – wspominał po latach prof. Scheadel – bo Bill zawsze gnał do przodu. To wyglądało dość komicznie, bo uczeń był postrzegany przez publiczność lepiej niż jego nauczyciel. To mnie nawet denerwowało”.  Ale to właśnie rekomendacja prof. Scheadela pozwala Billowi otrzymać stypendium w Southeastern Louisiana College. W czasie wakacji Evans dorabia pracą w zespole gitarzysty Mundella Lowe i basisty Reda Mitchella. Grając z tymi wytrawnymi jazzmanami, zdobywa estradowe doświadczenie i przepustkę do świata jazzu. Bankier Felix Liche, u którego pomieszkiwali studenci, wspomina, że młody Bill był „…strasznie zapracowanym muzykiem. Był wszędzie. Słyszałem go w Cave Tangi Club, by za godzinę spotkać go grającego trzy ulice dalej w Skinny’s Club, potem, wracając nad ranem do domu, odbierałem go z baru przy autostradzie 51, gdzie grywał pijanym i zagubionym kierowcom”.

 Studencką beztroskę burzy wezwanie do wojska. Mundur nosi do końca 1953 roku, stacjonuje m.in. w ogarniętej wojną Korei. Po powrocie Bill zakłada w Chicago złożony z weteranów zespół Fifth Army Band, w którym gra także na flecie.W 1954 roku pojawia się w nowojorskim klubie Café Society w nobilitującej artystów dzielnicy Greenwich Village. „ Przyjechałem do Nowego Jorku, mając w kieszeni 75 dolarów i głowę pełną pomysłów – wspominał Evans. Wiedziałem, że będę żył tylko z muzyki, ale świat wydawał mi się wtedy okropny. Zamieszkałem na czternastym piętrze obrzydliwego wieżowca przy 106 Ulicy. Wnet się okazało, że w piwnicy tej rudery w Harlemie jest knajpa, która non stop urządza tańce, wesela i wszelkiego rodzaju balangi. Byłem w siódmym niebie, bo mogłem grać do woli”. Wtedy poznaje wielu popularnych artystów. Zaprzyjaźnia się z klarnecistą Tonym Scottem, z którego zespołem współpracuje aż do 1956 roku. Równocześnie studiuje w nowojorskiej Mannes School of Music i gra w klubach Nowego Jorku. Koncertuje z najważniejszymi postaciami ówczesnego jazzu. Młody pianista znajduje się w kręgu muzyki Lenniego Tristano, Theloniousa Monka i Horace’a Silvera. Dzięki współpracy z najlepszymi gra Evansa staje się nowocześniejsza, mniej w niej swingowej ornamentyki.Debiutancki autorski album „New Jazz Conceptions” Evans nagrywa z basistą Teddym Kotickiem i perkusistą Paulem Motianem. Staje się modnym i poszukiwanym pianistą. Nagrywa z: Charlesem Mingusem, Tonym Scottem, George’em Russellem, Paulem Chambersem, Bennym Golsonem, Artem Farmerem i wokalistką Helen Merrill.

W 1958 roku następuje najważniejszy moment w karierze Billa Evansa. Do swojego zespołu zaprasza go Miles Davis. Evans ma wielki wpływ na powstanie przełomowej w dziejach jazzu płyty „Kind of Blue”. Saksofonista Julian „Cannonball” Adderley, jeden z muzyków z tej sesji, twierdził wręcz, że kiedy Evans dołączył do zespołu Davisa, „…Miles zmienił cały styl z bardzo ostrego na łagodniejszy. Bill był cudowny, ale nie potrafił porządnie przyłożyć”. Nikt dzisiaj nie potrafi odpowiedzieć, dlaczego Bill gra w zespole Davisa zaledwie osiem miesięcy. Mimo to zdąży zrealizować z nim kilka doskonałych albumów – „Facets”, „Miles & Monk at Newport”, „Jazz at the Plaza”. „ Po rozstaniu z Davisem wiedziałem, że muszę szukać jeszcze lepszej syntezy – wspominał Evans. A taką dawało mi standardowe trio. Spróbowałem z Jimmym Garrisonem i Kennym Dennisem. Zagraliśmy prosty „Basin Street East” i nagle poczuliśmy, że to jest to. Kiedy na moment dołączył do nas Benny Goodman – muzyka zawirowała. Często aranżowałem sam takie zabawowe grania. Były dziewczyny, prochy, alkohol i graliśmy do utraty tchu. Kogóż tam nie było? Scott LaFaro, Chet Baker, Buddy DeFranco, Victor Feldman, Stan Getz… wesoła kompania!”.

W 1959 roku Bill Evans zakłada własne trio i odtąd w takim składzie koncertuje i nagrywa najchętniej. Płyty nagrane z kontrabasistą Scottem LaFaro i perkusistą Paulem Motianem, m.in. „Portrait in Jazz”, „Explorations” i zapis koncertów w Village Vanguard, uchodzą do dziś za kwintesencję jazzu wykonywanego w trio. Pomiędzy muzykami istnieje wręcz telepatyczna, niewidzialna więź. Znawcy twierdzą, że po tragicznej śmierci LaFaro nagrania Evansa z innymi basistami nie miały już takiego nastroju, mimo że bardzo ciekawie rozwijała się jego współpraca z kolejnym basistą Eddiem Gomezem. Wyjątkowość tria Evansa polega m.in. na odrzuceniu podziału na solistę i akompaniatorów. Ze swojej roli instrumentu sekcyjnego wyemancypował się szczególnie kontrabas LaFaro, który czasem przejmuje rolę instrumentu melodycznego. Powstaje improwizacja zbiorowa, pełna rytmicznych i melodycznych inspiracji i kontrapunktów. Interesująco brzmi komentarz samego Evansa na temat własnego tria: „ W tym czasie nikt tak nie podchodził do jazzu wykonywanego w trio. To znaczy, pozwalając, by muzyka rodziła się z wewnętrznego pulsu, zamiast go topornie wydobywać na powierzchnię i zaznaczać”.

W latach siedemdziesiątych Bill Evans ulega fascynacji modną elektroniką. Choć jego twórczość kojarzy się głównie z wirtuozowską grą na fortepianie akustycznym, to realizuje też wiele nagrań, w których równie brawurowo posługuje się elektroniczną klawiaturą i brzmieniem pianina Fender Rhodes. Ten kultowy instrument elektroniczny jest nie tylko źródłem nowych brzmień, ale przede wszystkim daje pianiście nowe możliwości. Evans często gra i na fenderze, i na akustycznym steinwayu. Słyszymy to na solowej płycie „From Left to Right”, w nagraniu standardowego tria „The Bill Evans Album”, na zrealizowanej z udziałem orkiestry płycie „Symbiosis”, we wspaniałych duetach z basistą Eddiem Gomezem – „Intuition”, „Eloquence” i na koncertowym albumie „Montreux II”. Evans gra najczęściej własne kompozycje, wiele z nich tytułuje imionami swoich przyjaciółek, np. „Waltz for Debby”, „One for Helen”, „Peri’s Scope”, „Laurie”. Nagrywa też techniką wielośladu, wykonując dwie nakładające się na siebie partie, jak na „Conversations with Myself”. Nagrywa w duetach z Jimem Hallem, Bobem Brookmeyerem i Tonym Bennettem, a także w większych składach, m.in. z Lee Konitzem, Zootem Simsem i Freddiem Hubbardem. Pod koniec życia wraca do swojego ulubionego tria – angażuje muzyków młodego pokolenia: basistę Marca Johnsona i kanadyjskiego perkusistę Joe LaBarberę.

Zastanawiając się nad fenomenem pianistyki Evansa, trzeba pamiętać, że jego dojrzały styl kształtował się z dala od nowojorskiej sceny bopowej. Choć we wczesnym etapie kariery był stylistycznym spadkobiercą mistrza bopu Buda Powella oraz hardbopowych pianistów Horace’a Silvera i Lenniego Tristano, to samodzielnie wypracował własny, liryczny styl. W dużym stopniu przyczynił się do rozwoju improwizacji modalnej, a co za tym idzie – szkoły Johna Coltrane’a. Ale delikatny styl Evansa stanowił przeciwwagę dla pianistyki McCoy Tynera. Z czasem okazało się, że młodzi pianiści podążyli raczej drogą, jaką wyznaczał pianista kwartetu Coltrane’a. Evans jest pionierem całkowicie nowego – z punktu widzenia pianistyki jazzowej – stylu interpretacyjnego. Polega on na pozostawieniu tylko podstawowych składników akordu, które łączy swobodnie z innymi dźwiękami, często bardzo odległymi od zasadniczej linii melodycznej. Evans jest nazywany często poetą fortepianu. Melancholia to nastrój dominujący w jego muzyce.

Bill Evans był narkomanem. Choć wiele razy starał się wychodzić z uzależnienia, to nigdy nie rozstał się ze śmiercionośnymi używkami. Koncertował do końca. Jego ostatni koncert odbył się w nowojorskim Fat Tuesday’s – tam zasłabł i został taksówką odwieziony do Mount Sinai Hospital przez perkusistę Joe LaBarberę i swoją długoletnią towarzyszkę życia Helen Keane. Mimo zabiegów lekarzy wycieńczony używkami organizm pianisty poddał się po dwóch tygodniach choroby ( zmarł 15 września 1980 roku).Uroczystości pogrzebowe w kościele Saint Peter’s na Manhattanie zgromadziły najbliższych artysty oraz setki fanów. Był producent jego najważniejszych nagrań dla Prestige Records – Orrin Keepnews, byli przyjaciele muzycy – Al Foster, Chuck Israels, Jim Hall, Eddie Gomez. Lee Konitz zagrał nad trumną piękny temat Gordona Jenkinsa „Goodbye”.

Dionizy Piątkowski
2017-02-14T23:17:25+00:00