Jak rozległy obszar kulturowy musiało przekroczyć flamenco, by stać się estradową atrakcją  ?

To jest ogromne uproszczenie, by tak łatwo skwitować wielowiekową tradycję i obyczaj. Muzyka i taniec flamenco nigdy nie zabiegały o estradowy blichtr. Kultura flamenco – bo o takiej przecież rozmawiamy – jest ponad tymi wszystkimi stanami komercji i estrady; ona rozgrywa się w każdym z nas, mieszkańców Andaluzji, południa Iberii. Ale  jest też określonym stanem ducha, emocji, bycia i życia ‘flamenco’.To trochę podobne do stanu ‘bluesa’ dla czarnych Amerykanów; zapytaj ich co to jest blues – odpowiedzą… to jest wszystko. Dla mnie flamenco to jest to wszystko

Czy komercyjna popularność ludowej a miejscami folkloryzującej kultury nie jest tworem sztucznym, prezentowanym – przepraszam za kolokwializm – turystycznej gawiedzi ?

Nie !! Prezentacje flamenco na niemal całym świecie są – z oczywistych powodów- przeniesieniem naszej muzyki i tańca. Już w pierwszych chwilach nie myślę czy tańczę w Sewilli czy w Tokio, bo flamenco to stan ducha w jakim jesteś, jaki czujesz, z jakim się obnosisz. Wróciliśmy ostatnio z długiej trasy koncertowej na Dalekim Wschodzie. Dla tamtej kultury nasze flamenco to pełna egzotyka, ale z minuty na minutę rodziła się więź miedzy artystami a wielotysięczną widownią. Ta więź to flamenco.

Można zatem odnieść wrażenie, że flamenco jest dla mieszkańców Andaluzji czymś naturalnym, zakodowanym w świadomości, myśleniu, życiu…

Ależ nie, bo to byłby turystyczny slogan. Flamenco jest naturalnie częścią naszej kultury, ale to także określony stan etnicznej świadomości, swoistego regionalizmu kulturowego. Wszyscy jesteśmy ‘flamenco’ , ale tylko nieliczni wybierają drogę doskonalenie tej sztuki. Jest przecież tak wiele sposobów wejścia we flamenco: od  profesjonalnych szkół tańca po lata uczestniczenia w zabawach i ceremoniach flamenco. Dopiero od kilkudziesięciu lat istnieją szkoły flamenco, podobne do szkół artystycznych, muzycznych czy baletowych. I tam zdobywa się profesjonalne podstawy ruchu scenicznego, tańca, zgłębia się tajniki rytmu i melodii. Wiele uznanych gwiazd flamenco szło tą drogą, choć przyznać muszę, że najlepszym nauczycielem jest ‘życie –flamenco’ , gdy obserwujesz dom, okolicę, rodzinę i przyjaciół, gdy słuchasz i tańczysz razem z nimi, tańczysz i bawisz się bez przerwy, do zatracenia…

Twoja droga jest charakterystyczna dla gwiazd flamenco ?

Wygląda trochę jak szablon, ale wiele, wiele pracy kosztowało mnie zrozumienie flamenco, wtopienie flamenco w siebie. Jako dziecko uczęszczałam do różnych szkół flamenco pobierając naukę u  najwspanialszych mistrzów – Jose Galvana, Juana Manuelo, Farrucco. Potem tańczyłam w słynnej Los Gitanillos de Bronce. To była pierwsza poważniejsza szkoła flamenco, estrady, życia z flamenco. Tak naprawdę prawdziwą szkołą dla mnie była – i jest nadal – estrada. Możliwość poznawania siebie, praca nad każdym ruchem, gestem, emocją, bawienie się rytmem, bawienie się ‘flamenco’…

 Co oznacza owo enigmatyczne ‘żyć flamenco‘ ?

Dla mnie to wszystko: taniec, śpiew, wino, słońce i nawet ta rozmowa, która jest ‘flamenco’ . Muzyka ta daje wiele przekazów; daje przyjaźń, opowiada o śmierci i miłości, daje poczucie więzi z rodziną, przyjaciółmi. Kiedy schodzimy z estrady ‘flamenco’ jest w nas, cieszymy się, biesiadujemy, bawimy się życiem…

Flamenco to sztuka zespołowa: tancerze, muzycy, biesiada. Z drugiej strony to także wielcy indywidualiści .

 To jest muzyka grupy, bo to jest jakiś twórczy kolektyw; każdy dźwięk, ruch zależy od drugiego artysty. Tańczysz sam, ale ani przez moment nie jesteś sam. Kilka dni temu zaproszono mnie – jako solistkę-  by zatańczyć na wielkiej gali w budapeszteńskiej operze wraz z tancerzami Bolshoi Ballet, Cuban National Ballet, tancerzami angielskich i ukraińskich teatrów narodowych. Wydawać by się mogło, że jest to pomysł karkołomny, ale przecież jesteśmy także artystami i potrafimy  odegrać swoje role. Czy byłam flamenco ? Sama w sobie i dla siebie –tak, ale na scenie byłam tylko egzotyczną tancerką z dalekiego kraju.

Kiedy w 1993 roku słynny producent Andre Heller poszukiwał odtwórczyni do głównej roli w musicalu „Magneten” wybór padł na piękną i utalentowaną Marię Serrano. Przedstawienia w całej Europie zjednały ci wtedy miliony entuzjastów a krytycy  nazwali Cię Voodoo Queen of Flamenco.

To był zwrot w mojej estradowej karierze, choć przecież wcześniej tańczyłam  jako solistka w grupach flamenco Meme Menjibara, Javiera Barona, Carmen y Carmelilla Montoya. Niemniej zawsze chciałam przewodzić własnej grupie, być z nią blisko, razem tworzyć, poznawać. Nie bardzo pasował do mnie wizerunek ‘ flamenco-divy’.

 W swioch projektach autorskich unikasz magii indywidualności poddając się tworzeniu wraz z blisko dwudziestoosobowym zespołem Compania.

Z decyzją czekałam wiele lat. Dopiero w 2000 roku, gdy pretekstem było zaproszenie na najbardziej prestiżowy festiwal Bienal de Arte Flamenco w Sewilli, przygotowaliśmy wtedy zwarte przedstawienie ‘Ritmo Flamenco Cubano”, które okrzyknięto wydarzeniem festiwalu a nasz zespół rekomendowano jako jedną z najważniejszych grup flamenco.

Z takimi rekomendacjami było łatwiej realizować kolejne programy  ?

W ciągu kolejnych lat powstawały przepiękne prezentacje flamenco oparte o rytm muzycznej narracji : „Flamenco Jazz ” , „Flamenco Tango” , gdzie flamenco łączy się z argentyńskim tango oraz nasza najnowsza produkcja „ Carmen – Pasion Flamenca” , bardzo nowocześnie przygotowana wersja opery George’a Bizeta. Ale proszę mi zaufać- wszystko jest tam flamenco !

 

                                                                                                                 z Marią Serrano rozmawiał Dionizy Piątkowski

Dionizy Piątkowski