Odważne, śmiałe, liryczne i swobodne spojrzenie na tradycję jazzu prezentuje duńskie  trio Vejslev/Brunbjerg/Elhoj najnowszym albumem “It’s a Riot”. To sesja nieprzewidywalnej kolekcji standardów jazzowych i spontanicznych improwizacji. Muzycy tworzą brzmienie, które skłania się ku niestabilności, chętnie podejmują ryzyko i radość kreacji nowego wymiary dzisiejszego jazzu.

Gitarzysta Kristoffer Vejslev, basista Martin Brunbjerg i perkusista Rasmus Elhoj nawiązali współpracę już przed laty, teraz konsumując ciekawym efektem okres prob, koncertów i fascynacji przekształcanych w  nordycką powściągliwość z wybuchową energią i zabawną muzyczną intencją. „Brzmienie nordyckie to proste, liryczne melodie, często nawiązujące do nordyckich melodii ludowych i psalmów – deklaruje Kristoffer Vejslev. Kojarzę je również z bardziej bezinteresownym, minimalistycznym podejściem do muzyki, skupiającym się na ogólnym brzmieniu kolektywu, a nie jednostki”. Stąd na płycie „It’s a Riot”  nie ma typowych, oryginalnych kompozycji, bowiem zamiast takiej konwencji  trio tchnie nowe pomysły w kanon jazzu: sesja płynnie porusza się między kruchą balladą, łamanym swingiem i dziką, swobodną improwizacją, zawsze zakotwiczoną w instynktownej interakcji tria. Być może sprawia to także udział gościnnie występujących trzech muzyków o wyjątkowych talentach i doświadczeniach (klarnecisty basowego Rudi’ego  Mahalla, saksofonisty Hannesa Bennicha i pianisty Simona Toldama). Surowe, awangardowe frazowanie  Rudi’ego Mahalla dodaje wypaczonego uroku utworom „Monk’s Dream”, „Ask-Me Now” i „Well You Needn’t”;  Hannes Bennich gra z liryczną intensywnością w „Lennie’s Pennies” i dzieli z Mahallem pierwszą linię frontu w „Smog Eyes”, „Monk’s Dream”, „Well You” oraz „Needn’t”. Simonn Toldam pojawia się na „Ricochet”, „We See” i „A Flower Is a Lovesome Thing” – spontanicznych, dociekliwych fragmentach, gdzie tarcie staje się formą, ukształtowaną zarówno przez otwartą przestrzeń, jak i nordycki minimalizm.

Nasze podejście to ciekawość, odrobina nonszalancji i głęboki szacunek dla energii, która nadała tej muzyce znaczenie – wyjaśniają genezę sesji muzycy. Jest tu miejsce na cichą refleksję i przestrzenny liryzm, ale także na surowy hałas, przekorny humor i nagłe zmiany kierunku. Skłaniamy się ku temu, co niestabilne i nieoczekiwane. Czasami jest to starannie kontrolowane, innym razem balansuje na krawędzi rozpadu – ale zawsze z zaufaniem, uwagą i radością, której nie da się udawać”.

Dionizy Piątkowski