Laureatem tegorocznej Polar Music Prize jest jeden z najwybitniejszych jazzowych artystów wszech czasów – pianista, kompozytor i  aranżer Herbie Hancock. Polar Music Prize przyznawana jest od 1992 roku i  jedynym dotąd nagrodzonym  muzykiem jazowym był, w 2017 roku,  saksofonista Wayne Shorter. Polskim laureatem tej nagrody był, w 1993 roku, Witold Lutosławski. W uzasadnieniu werdyktu  komitet nagrody, ustanowionej przez Stiga Andersona ( managera zespołu ABBA) i określanej, jako Muzyczny Nobel  rekomenduje laureata, który  „studiował zarówno elektrotechnikę, jak i kompozycję muzyczną. Jako muzyk połączył te światy, grając na elektrycznym fortepianie i syntezatorach. Jako kompozytor napisał ponadczasowe standardy oraz dzięki wizjonerskim albumom wpłynął na rozwój R&B, funku i hip-hopu”. Największe letnie festiwale gościć będą nowy kwartet  wybitnego pianisty  a  europejską trasę koncertową Herbie Hancock rozpocznie ma Bielskiej Zadymce Jazzowej

Herbie Hancock to pianista,  współtwórca sukcesów Milesa Davisa i Wayne’a Shortera, lider własnych zespołów, kompozytor muzyki filmowej i  standardów jazzowych, niedościgniony aranżer, ale także twórca muzyki rozrywkowej nagrywający z Carlosem Santaną, Annie Lennox i Paulem Simonem. Herbie  Hancock to  przede wszystkim muzyk jazzowy; podczas koncertów Ery Jazzu („Gershwin’s World”) powiedział mi : „Nie klasyfikuję się jako artysta charakterystyczny, typowy do określonych brzmień i muzycznych zadań. Muzyka jest dla mnie zbyt szeroką płaszczyzną by ograniczać się do wąskiej stylistyki, do modnego nurtu. Teraz pracuję nad kilkoma tak różnymi pomysłami, że – patrząc przez pryzmat tylko stylistyki brzmień – jedna praca powinna wykluczać drugą: Future 2 Future, duet z Waynem Shorterem, standardowe  trio  czy wreszcie koncerty z orkiestrami symfonicznymi”.

Urodził się 12 kwietnia 1940 roku w Chicago. Mając zaledwie jedenaście lat zagrał  – wraz z Chicago Symphony Orchestra – koncert  fortepianowy Wolfganga Amadeusza Mozarta. Przeprowadzka do Nowego Jorku spowodowała diametralną zmianę artystycznych zainteresowań, marzeń i ambicji. Młody, zdolny pianista trafił na najlepszy jazzowy grunt i czasy, gdy jazz nadawał puls życiu Nowego Jorku. Plejada wspaniałych muzyków, tętniące nowoczesnym jazzem kluby i knajpy, zainteresowanie tworzoną muzyką przez niezależne oficyny fonograficzne. Nowojorskie lata sześćdziesiąte wyznaczały rytm dla historii jazzu, lansowały młodych twórców, pozwalały na  szybkie debiuty pod opieką uznanych i poważanych gwiazd. Herbie Hancock szybko wszedł w muzyczny krwioobieg stolicy jazzu. Koncerty i nagrania uczyniły go już na początku lat sześćdziesiątych cenionym i modnym pianistą. Kontrakt z prestiżową oficyną Blue Note Records zaowocował doskonale przyjętym przez publiczność i krytyków albumem „Takin’Off”,  nagranym w znakomitym towarzystwie  trębacza Freddiego Hubbarda i legendarnego saksofonisty Dextera Gordona. Standardem tej sesji stała się sztandarowa  kompozycja Hancocka „Watermelon Man”. Hancock  znalazł  się w  centrum uwagi nowojorskiej elity jazzowej i chętnie zapraszany był do udziału w koncertach i nagraniach przez wybitnych muzyków:  Sama  Riversa, bopowego wirtuoza Bobby’ego Hutchersona i budującego dopiero swoją pozycję, Wayne’a  Shortera. Kiedy w 1964 roku pojawiły się autorskie albumy Hancocka „Maiden Voyage” oraz  „Empyrean Isles”  krytycy byli zgodni, że nazwiska muzyków biorących udział w tych sesjach na stałe wejdą do historii, a ich muzyka będzie wzorcem  nowoczesnego jazzu.  Hancock błyszczał w świetle  znakomitych i młodych muzyków: perkusisty Tony’ego Williamsa, basisty Rona Cartera i trębacza Freddie’go Hubbarda. Wkrótce potem  na kilka lat związał się z zespołem Milesa Davisa, który zwrócił uwagę na młodego, zdolnego pianistę już w 1963 roku. Zaprosił go wówczas do udziału w swojej europejskiej trasie koncertowej. Legendarny  kwintet Milesa Davisa,  wywarł znaczący wpływ na rozwój nowoczesnego jazzu i stał się  bodaj jednym  z najważniejszych zespołów w historii tej muzyki. Czyż można wyobrazić sobie doskonalszy skład: Miles Davis, Wayne  Shorter, Ron  Carter,  Tony Williams i Herbie Hancock ? Grupa Davisa stworzyła język nowoczesnego kwintetu z precyzyjnie pulsującą sekcją rytmiczną.  Gra w zespole Milesa wpłynęła na całą karierę Hancocka i na jego późniejsze fascynacje muzyczne. To tam po  raz pierwszy zainteresował się fortepianem elektrycznym. Ten zachwyt  stanie się odtąd najważniejszym motorem jego muzycznych poszukiwań. Nie zarzucając akustycznego jazzu i pianistycznej wirtuozerii Herbie coraz częściej eksperymentował z elektroniką. Jedną z  pierwszych prób  był jazz-rockowy  album Milesa  „In  A  Silent  Way” , który stał się prologiem wielu następnych elektronicznych poszukiwań.  Kto wie jak potoczyła by się dalej kariera Herbie Hancocka, gdyby Davis nie wyrzucił go nagle ze swojego zespołu.  „Ożeniłem się w 1968 roku i wyjechałem z żoną do Brazylii –  wspomina Hancock  w rozmowie z Independent  Magazine – Ale tam dostałem zatrucia pokarmowego. Miles nie uwierzył, że zatrułem się jedzeniem – ponieważ czuł, że wszyscy członkowie zespołu planują odejście” Miejsce Hancocka zajął inny pianista, wtedy jeszcze mało znany Chick Corea. „ Kiedy wróciłem –  kontynuuje Hancock –  nie wiedziałem, że moje miejsce zajął już ktoś inny. Zadzwoniłem do Milesa, a on polecił mi tylko skontaktować się z agentem zespołu. Wtedy dotarło do mnie, że nie gramy już razem. Czym innym jest planowanie odejścia, a zupełnie czym innym znalezienie się poza zespołem. A jednak to wydarzenie okazało się dla mnie błogosławieństwem. Szybko założyłem własny zespół i po raz pierwszy mogłem każdego wieczora grać własne piosenki”.

Po opuszczenie zespołu Davisa,  Herbie Hancock założył  własną  grupę z  saksofonistą  Joe  Hendersonem  i  wydał  album „Fat Albert Rotunda”  o  jazzowym,  ale i – co zaskakujące –  rhythm and bluesowym  brzmieniu. Fascynacja nowymi technologiami, nowoczesną stylistyką i brzmieniem spowodowała wkrótce diametralną zmianę w jego muzyce.  Do  nowego projektu pozyskał doskonałych instrumentalistów; Juliana Priestera, Bustera Williamsa i Eddie’go Hendersona, a wkrótce również Benny’ego Maupina. Nieoczekiwanie dla samych muzyków zespół  stał  się kreatorem nowej jazz-rockowej mody, która z czasem określona zostanie jako muzyka fusion. Hancock ulegając narastającej modzie fusion zdecydował się na granie na wszelkiego rodzaju instrumentach elektronicznych.  „Zawsze pociągały mnie nowoczesne technologie – wspominał po latach – Prześladują mnie od lat siedemdziesiątych, gdy wydawało się, że dla muzyki nastał wyłącznie okres ekspansji nowych, elektroniczne modulowanych brzmień i że tak zwany jazz akustyczny znajdzie się niebawem w lamusie. Taka była ówczesna moda i swego rodzaju manifestacja: grać nowocześnie, to znaczy z wykorzystaniem całej tej ogromnej elektroniki, która sama w sobie preparowała dźwięki i brzmienia. Jazz-rock czy fusion lat siedemdziesiątych stał się jednak tylko jednym z ważnych, ale nie decydującym o przyszłości jazzu nurtem; ciekawą  stylistyką, która pociągnęła za sobą wszystkich”.  W 1973 roku ukazał się album „Head Hunters” lansujący  elektroniczną i rytmiczną muzykę z hitem „Chameleon”.  Nieoczekiwanie Herbie Hancock  znalazł  się w centrum  zainteresowania  środowisk  poza jazzowych.  Nagrał  płytę wspólnie z Donaldem  Byrdem (album  „Black Byrd„) i skomponował muzykę  do filmów –  „Blow-Up”, „Fat  Albert   Rotunda” i  „Death   Wish” .  W  końcu  1976  roku,  zmęczony  swym  funkowym  wcieleniem  i  statusem  jazzowo-rockowej  gwiazdy, zdecydował się wrócić  do   jazzowych  korzeni.  Założył  zespół VSOP (Very  Special  Onetime  Performance),  w  którego skład weszli jego dawni koledzy ze słynnego  kwintetu Milesa Davisa. Potem pojawił się The Quartet z Wyntonem  Marsalisem i projekt  „A Tribute To Miles” zrealizowany z Ronem Carterem, Tony’m Williams, Wayne’m Shorterem i młodym trębaczem, Wallace’m  Roney’em. Herbie Hancock nie oparł się także modzie pop-jazzowej: w  1983 roku ukazał się album „Future Shock”, który trafił na listy bestsellerów rocka !  Ta fascynacja nowym brzmieniem ukazała muzyka podążającego za nowoczesnymi stylistykami, otwartego na elektroniczno-brzmieniowy eksperyment. „Taka jest natura jazzu i nie zabiegam, by pokazywać estradowe sztuczki. Jestem bardzo zajęty, mam wiele propozycji i jeszcze więcej pomysłów. Staram się robić wiele rzeczy równocześnie i to jest w pewnym sensie źródło artystycznej kreacji” – deklarował wybitny artysta. W 1998 roku entuzjastycznie przyjęty został album „Gershwin’s World” nagrany wraz z Wayne’m Shorterem, Joni Mitchell i Stevie’m Wonderem.  Płyta stała się wielkim, światowym wydarzeniem i zdobyła   w 1999 roku aż  trzy  Grammy Awards. W maju 2024 roku zaprosiłem Herbie’go Hancocka, by wraz ze specjalnie przygotowaną Polish Symphony Orchestra i udziałem polskich jazzmanów przedstawił  „Gershwin’s World” polskiej publiczności. „To był  bardzo pracochłonny projekt, wymagający od wszystkim ogromnej dyscypliny i zapału – opowiadał mi w czasie prób Herbie Hancock. Wydawało mi się, że jest to pomysł na studyjny album, który w wersji koncertowej będzie bardzo trudny do zrealizowania. Bardzo pomogły mi recitale jakie wraz z Shorterem daliśmy w orkiestrami symfonicznymi w Chicago, Los Angeles i Bostonie”.  Współpraca z Wayne’m Shorterm zaowocowała przepięknym albumem „1 +1” . Innym wspaniałym duetem były  koncerty na dwa fortepiany z Chick’em Corea uwiecznione na płycie  „An Evening with Herbie Hancock & Chick Corea”. Kolejne  akustyczne projekty „New Standards”  i  „Possibilities”, jak również  nagrodzony Grammy Awards album  „River: The Joni Letters” zrealizowane zostały z cała plejada gwiazd dzisiejszej muzyki rozrywkowej.

Pytany o największy życiowy sukces Herbie Hancock odpowiadał mi  z rozbawieniem  – „tkwię w tym biznesie dłużej niż syntezatory” . Nie ma wątpliwości, że pogodne usposobienie muzyk ma we krwi. „Salon w rezydencji Hancocka na wzgórzach Hollywood wypełniają trofea, które muzyk zebrał podczas swej długiej i owocnej kariery – opisuje swoja wizytę Sholto Byrne, dziennikarz  Independent Magazine  – Liczne nagrody Grammy za osiągnięcia jazzowe i R & B stoją ramię w ramię ze statuetkami „Playboya”, a zza ich pleców wygląda Oscar za ścieżkę dźwiękową do filmu Bertranda Taverniera „’Round Midnight”. Na jednej z fotografii muzyk pozuje do zdjęcia z Billem Clintonem. A na zewnątrz domu wisi ogromny dzwon – prezent od organizatorów Festiwalu Jazzowego w Montreux”. Od 1968 roku jest mężem tej samej kobiety. Twierdzi, że przyczyną harmonii w ich życiu jest buddyzm, który zaczął praktykować w 1972 roku. „Buddyzm poszerza perspektywę – mówi Herbie. – Próbujemy w nim zmienić zachodzące w naszym życiu wydarzenia w coś pozytywnego, tak jak się zmienia truciznę w lek. Jazz też wyrósł z trucizny, a stał się lekiem”.

fot. Jarosław Wierzbicki (c)

Dionizy Piątkowski