Tylko nielicznym artystom z Afryki udało się zrobić światowe kariery. Zazwyczaj twórcy z Afryki lansowani byli przez gwiazdy rocka i muzyki rozrywkowej (np. grupa Ladysmith Black Mambazoo mimo przebogatej dyskografii i lokalnej, afrykańskiej popularności uznanie zyskała dopiero dzięki nagraniom i trasie „Graceland” Paula Simona).Efemeryczne, w tym kontekście, są kariery afrykańskich twórców, którzy popularność i uznanie zyskali poprzez prezentacje jazzowe. Najznamienitszymi okazały się sukcesy trębacza Hugha Masekeli, saksofonisty Chrisa McGregora, pianisty Dollara Branda, wokalistek Miriam Makeby i  Sathimy Bea Benjamin oraz multiinstrumentalisty Manu Dibango. Często określany jest mianem „afrykańskiego Gato Barbieri”. Podobnie jak argentyński saksofonista, także Dibango precyzyjnie wplótł etniczny rytm, melodię i kulturę w ortodoksję nowoczesnego jazzu.

Amatorskie próby gry na różnych instrumentach Manu Dibango realizował w rodzinnym Kamerunie, by z czasem stać się popularnym liderem tanecznych grup i orkiestr. Przełomowym okazał się wyjazd ( w 1949 roku) na studia muzyczne do Marsylii. Wkrótce zainteresował się grą na saksofonie, by zgłębiać tajniki jazzowej improwizacji w akademiach muzycznych i klubach Paryża i Brukseli. W latach 60-tych Manu Dibango przebywał w Afryce mieszkając w różnych państwach tego kontynentu; włączył się w ruch niepodległościowy, zaniedbując karierę muzyczną. Zrealizował kilka singli, ale nagrania te nie przyniosły mu ani uznania, ani popularności. Dużo większą satysfakcję przyniosła saksofoniście współpraca z legendarnym twórcą „congolese music”, Kabasele.  Na początku lat 70-tych Manu Dibango zdecydował się na emigrację do USA, by zrealizawać tam swój pierwszy album „O Bosso” -zestaw ciekawych afro-taneczno-jazzowych przebojów. W 1972 roku saksofonista nagrał swój największy (ponad milion sprzedanch egzemplarzy) album „Soul Makossa”. Ogromne zainteresowanie muzyką afrykańskiego saksofonisty nie licowało z powagą i elitarnością jazzu, ale zjednało Dibango wielu entuzjastów na całym świecie. Jako jeden z nielicznych twórców afro-jazzu koncertował dla wielotysięcznej publiczności w Yankee Stadium oraz w Madison Square Garden. Przez całą dekadę lat 70-tych Manu Dibango konsekwentnie budował status wielkiej, jazzowej indywidualnosci. I choć pozostawał obok modnych rytmów fusion-jazzu oraz jazzowej ortodoksji, to realizował nagrania, które stawały się standardami afro-jazzowej stylistyki („Super Kumba”,”Africadelic”). Sporo także komponował: jego muzyka to m.in. ścieżki dźwiękowe do filmów „L’Herbe Sauvage”,”Ceddo”,”La Prix De La Liberte”. Swe szerokie zainteresowania pogłębiał realizując albumy z twórcami reggae (np.”Gone Clear”,”Ambassador”). Nie bez powodu w grupach Dibango pojawiali się zarówno jamajscy muzycy ( Sly Dunbar, Willie Lindo i Robbie Shakespeare ) jak i  amerykańscy jazzmani (Randy Brecker, Jon Faddis,  Brecker).

W 1982 roku Manu Dibango powraca do Francji by oddać się kreacji własnej muzyki, w której najważniejszymi elementami stają się afrykańskie rytmy, nowoczesne fusion, stylistyka jazzu i struktura swingującej improwizacji. Powstają albumy „Waka Julu”, ”Soft And Sweet”, „Melodies Africanes”, ”Abele Dance”, ”Surtension”  ukazujące charakterystyczny „african sound” Dibango. Jednocześnie saksofonista realizuje nagrania wyłącznie z udziałem muzyków afrykańskich („Tam Tam Pour l’ Ethiopie”), jazzową sesję z Herbiem Hancock’em i Billem Laswellem ( „Electric Africa”), album z raperem MC Mello („Polysonic”). Coraz częściej sięga do etnicznej tradycji realizując zarówno nagrania („Negropolitaines”), jak komponując muzykę do filmów („The Art Of Loving A Negro Without Getting Tired”). W 1994 roku nagrywa album „Wakafrika” do realizacji którego zaprasza zarówno wielkie gwiazdy world-music (Sellif Keita, Youssou N’Dour, Angelique Kidjo, Manu Katche, Ladysmith Black Mambazoo), jak i wybitnych twórców muzyki rockowej (Peter Gabriel, Sinead O’Connor). Album ten staje się ważnym dokumentem współczesnej muzyki afro-jazzowej i standardem stylistyki Manu Dibango.

Dionizy Piątkowski