Sercem jazzu jest emocja oraz improwizacja. Tak trzech znakomitych instrumentalistów podeszło do wspólnego rozczytania emocji oraz budowania brzmień i nastrojów, które dyktowane ulotnym pomysłem melodycznym oraz harmonicznym tworzą nowy rodzaj kreatywnej ekspresji. Muzyka toczy się jakby swoim naturalnym rytmem, ale w rygorze, jaki eksploruje pomysłami trębacza, basisty i perkusisty. To znakomita lekcja pokory wobec rozbudzanej improwizacji  i dźwięków tworzonych w arcyciekawym i pięknym dialogu między muzykami.

Ether w starożytnej, arystotelesowskiej kosmologii był „piątym żywiołem” – kwintesencją, która wypełnia niebo i nadaje ciałom niebieskim nieustanny ruch. W historii nauki bywał ośrodkiem niosącym fale światła; w języku codziennym został w powiedzeniach o „falach eteru” i w kablu nazwanym Ethernet. Album „Ether” został  wyimprowizowany przez trzech instrumentalistów przy pierwszym podejściu. Bez nut, bez aranżacji, bez wcześniejszych ustaleń. „Spoiwem była nasza wspólna uważność, wrażliwość i muzykalność – wyjaśniają genezę sesji. Wyczucie przestrzeni i energii, w której się znaleźliśmy. Gdy pierwszy ton przeciął powietrze, studio stało się instrumentem, a my siecią czujników. Słyszeliśmy nie tylko dźwięki, ale i ich drogę: jak wędrują po suficie, odbijają się od ścian i wracają do źródła. W tej grze każdy detal ma wagę decyzji: krótki oddech trąbki, ziarnista krawędź struny kontrabasu, hamujący akcent talerza perkusji – drobne wektory, które razem wyznaczają trajektorię utworu. Słuchając się nawzajem, kalibrowaliśmy się na to, czego jeszcze nie było, na potencjał kolejnego kroku. Poetyka Eteru – frazy zakrzywione grawitacją ciszy. Delikatne zmiany pulsu zakrzywiają aurę jak masa zakrzywia czasoprzestrzeń: coś minimalnie „przed” lub „za” tworzy grawitację muzycznych napięć”.

Album ma zaledwie 41 min i został w całości wyimprowizowany w studio. W trakcie improwizacji tworzyły się pewne motywy i formy, a następnie kończyły, by po chwili ktoś zapodał nowy motyw i koncepcję na kolejny odcinek. „Ether” nie próbuje opisać przestrzeni w danym momencie – raczej bada jej ulotność. Stawia mikrofony tam, gdzie chwila przechodzi w pamięć i wraca z mapą, na której najważniejsze są białe plamy. Uczy słuchania powietrza pomiędzy dźwiękami: dyfrakcji fraz, interferencji oddechów. Jeśli po zakończeniu utworu mamy wrażenie, że coś jeszcze krąży. To właśnie eter: nie substancja, tylko możliwość, z której układa się muzyka wtedy, gdy wydaje się, że już jej nie ma. Sposób, w jaki muzycy (trębacz Piotr Schmidt, perkusista Sebastian Frankiewicz oraz kontrabasista Andrzej Święś ) oddziałują ze sobą, tworząc coś, czego jeszcze przed chwilą nie było. Współkomponują a każde spotkanie ma własne częstotliwości, które „chcą” wybrzmieć.

Dionizy Piątkowski