Amerykańska wokalistka Samara Joy ze swingującą charyzmą prezentuje albumem „Live at the Blue Note L.A.” fragmenty koncertu zarejestrowane podczas wiosennych występów w kalifornijskim klubie Blue Note w 2026 roku. Nagradzana (sześciokrotnie) Grammy Awards znakomita wokalistka przedstawia także swój klubowy zespół: Evan Sherman – perkusja, Martin Jaffe – kontrabas, Cameron Campbell – fortepian, David Mason – saksofon altowy, Kendric McCallister – saksofon tenorowy, Jason Charos – trąbka i Eli Feingold – puzon. Kameralna przestrzeń legendarnego jazzowego klubu pozwoliła uchwycić niezwykłą siłę i ekspresję śpiewu Samary Joy oraz spontaniczną energię jej występów na żywo: swoboda interpretacyjna i dojrzałość wykonawcza spotykają się tutaj z precyzją i żywiołowością znakomitych instrumentalistów. Do swojej rozwijającej się – teraz pod skrzydłami prestiżowej i legendarnej oficyny Verve Records – dyskografii wokalistka Samara Joy włącza koncertowy EP-album.
Samara Joy wychowała się w nowojorskim Bronxie. Muzyka była zawsze obecna w jej domu; dziadkowie, Elder Goldwire i Ruth McLendon, byli szefami i pionierami The Savettes – słynnej grupy gospel z Filadelfii. Ojciec Samary koncertował i nagrywał z Andrea Crouchem, legendarnym wokalistą gospel. Pisał także piosenki dla wielu artystów gospel i rhythm ‘n bluesa (w tym dla Stevie’go Wondera, Lalah Hathaway, George’a Duke). „ Chociaż nie dorastałam śpiewając w kościele” – wspomina Samara Joy – ciągle słyszałam, jak moja rodzina śpiewa razem inspirującą muzykę, co zaszczepiło we mnie uznanie dla mojego muzycznego pochodzenia. Dzięki musicalom w gimnazjum uwielbiałem odkrywać zakres mojego głosu i stosować różne jego barwy, aby pasowały do postaci, które grałem. W końcu w szkole średniej dołączyłam do chóru w moim kościele, stając się liderem kościelnego uwielbienia, śpiewając trzy nabożeństwa w tygodniu przez prawie dwa lata. To był mój trening”. Pierwszy kontakt Samary Joy z jazzem miał miejsce w Fordham High School for the Arts, gdzie regularnie występowała z zespołem jazzowym (z którym zdobyła ważną nagrodę dla najlepszego wokalisty na konkursie JALC Essentially Ellington). Jednak jazz nie był tak naprawdę jej celem, dopóki nie przyszedł czas na wybór college’u. Chcąc uczęszczać do szkoły państwowej w pobliżu domu, wybrała SUNY Purchase, gdzie studiując program jazzowy poznała muzyków, z którymi zrealizowała później swój debiutancki album. „Wszyscy interesowaliśmy się jazzem – wspomina Samara Joy. Przełomem dla mnie były nagrania, „Lover Man” Sarah Vaughan, nagrania Tadda Damerona z trębaczem Fatsem Navarro. Kiedy otrzymałam stypendium Ella Fitzgerald Scholar widziałam już swoja muzyczną drogę a moje ambicje skonfrontowałam w Międzynarodowym Konkursie Wokalnym im. Sarah Vaughan. Nagroda pozwoliła mi wybrać przyszłość”. Już jako nagrodzona wokalistka pojawiała się na wielu ważnych, nowojorskich estradach: w Dizzy’s Club Coca Cola, The Blue Note Club i Mezzrow Club, a także współpracowała z takimi gwiazdami jazzu, jak Christian McBride, Pasquale Grasso, Kirk Lightsey czy Cyrus Chestnut. Debiutancki album „Samara Joy” przedstawiał wokalistkę wspieraną przez trio gitarzysty Pasquale Grasso, basistę Ari Rolanda i perkusistę Kenny’ego Washingtona. Will Friedwald, pisarz i krytyk jazzowy w opisie albumu zachwycał się komplementując śpiew Samary Joy, że to „fantastyczna kolekcja bardzo oryginalnych nowych aranżacji, pięknie zaśpiewanych przez wschodzący talent. To bardzo imponujący album. Ludzie zawsze używają słowa „ponadczasowy”, jakby to była największa pochwała w historii, ale w pewnym sensie głos Samary i jej muzyka wydają się należeć do wszystkich czasów, jakby była połączona z całą historią jazzu naraz – jakby istniała w każdej epoce jednocześnie, bo brzmi zarówno klasycznie, jak i bardzo współcześnie”. Mając zaledwie 22 lata, Samara Joy zdobyła uznanie krytyków za swój niezwykły głos „rozbrajający i niespieszny” (NPR Fresh Air), „bogaty i aksamitny” (The New York Times) oraz zachwyciła podczas prestiżowego Newport Jazz Festival, gdzie debiutowała przy gromkich owacjach publiczności
Podczas koncertów w Blue Note L.A. Club wokalistka zagłębia się w zestaw starannie dobranych standardów, które pięknie prezentują złociste, dźwięczne ciepło jej wokalu i giętkie frazowanie. To klimat, który uchwyciła już na swoich albumach studyjnych, ale który nabiera teraz dynamicznej bezpośredniości w nagraniach koncertowych. Płyta rozpoczyna się odważnie, utworem „Round Midnight” Theloniousa Monka, wyłaniając się z dumą z krzykliwej fanfary zespołu. Jej przesiąknięta latynoską muzyką wersja „Yesterdays” Jerome’a Kerna niesie subtelny romantyzm, który przywodzi na myśl mroczny styl Sarah Vaughan. Jest klasyczny „Lush Life” Billy’a Strayhorna, ale także dwie wersje “No More Blues” Antonio Carlos Jobim ze słowami Jon Hendricks. To nie są łatwe piosenki, ale wyrafinowane deklaracje artystycznego śpiewu. Aranżacje zawierają momenty, w których po zaśpiewaniu głównej melodii Samara Joy wciela się w rolę instrumentalisty, śpiewając bezsłowne harmonie razem z zespołem. Wszystko to jest i okazuje się oszałamiająco piękne. „Live at the Blue Note L.A.” to coś więcej niż dobra koncertowa płyta. To także dokument kreacji Samary Joy – wybitnej wokalistki dzisiejszego jazzu.












