Art Blakey ( 11.10.1919 -16.10. 1990) zapisał się złotymi zgłoskami w historii perkusji jazzowej, a jego rola w kształtowaniu muzycznej osobowości ‘messengersów’ jest  w historii jazzu nie do przecenienia. Grywał z najważniejszymi innowatorami jazzu  ( John Coltrane, Miles Davis, Charlie Parker, Dexter Gordon, Dizzy Gillespie, Thelonious Monk, Coleman Hawkins…), ale ciągle wyszukiwał młodych interesujących muzyków i uczył ich łączenia żywiołowości z precyzją. Te jego słynne  mutacje Jazz Messengers wykreowały tabuny wspaniały muzyków ( od Wyntona Marsalisa i Terence’a Blancharda po Wayne Shortera i Freddie’go Hubbarda ).

Art Blakey zaczynał karierę muzyczną jako pianista, za perkusję przesiadł się później, a na temat jak do tego doszło istnieje kilka barwnych opowieści: że Blakey rzucił fortepian, gdy w zespole pojawił się Erroll Garner; że musiał siąść za bębnami, ponieważ rozchorował się perkusista; że “wyboru” dokonał na wyraźne życzenie pewnego gangstera. Ta ostatnia anegdota należała do jego ulubionych. Jakkolwiek było, Art Blakey zaczął grać na perkusji, a robił to tak dobrze, że do dziś jest niedościgłym wzorem dla wielu perkusistów. Współpracował z Mary Lou Williams podczas jej debiutu w Nowym Jorku w 1942 roku, z Fletcherem Hendersonem i jego potężnie brzmiącą swingową orkiestrą (1943-44) oraz z legendarną orkiestrą Billy’ego Eckstine’a, w której grali m.in. Charlie Parker, Dexter Gordon, Dizzy Gillespie, Miles Davis i Thelenious Monk (1944-47). Na klasycznych nagraniach be-bopowych wprawdzie najczęściej słyszymy Maxa Roacha i Kenny’ego Clarka, ale to Art Blakey miał ostatnie słowo, jako niekoronowany król hard-bopu. W przeciwieństwie do barokowej orkiestracji cool, stawiającej na niuanse i cieniowanie, w hard- bopie dominowała żywiołowość i łączenie swobody w improwizacji wywodzącej się z be-bopu z mocno akcentowanym na dwa i cztery żarliwym rytmem mającym swe korzenie w gospel. Rozpowszechnienie płyty długogrającej pozwoliło rejestrować dłuższe kompozycje z kontrastującymi solówkami. Dynamika z jaką Art Blakey używał hi-hatu i werbla przeszła do legendy, podobnie jak jego intuicja w doborze sidemanów: przez najsłynniejszą grupę perkusisty, Jazz Messengers, przewinęły się tabuny utalentowanych muzyków, którzy z czasem sami zaczęli pisać historię jazzu. Art Blakey był prawdziwym łowcą talentów, ale dalekim od egoizmu: nieustannie zachęcał swoich muzycznych partnerów (i partnerki – to u niego szlify zdobywała pianistka Joanne Brackeen), by tworzyli własne grupy i muzykę. Jego zespół stał się czymś w rodzaju jazzowego uniwersytetu, w którym z jednej strony Art Blakey kładł nacisk na fachowość, rzetelność i precyzję, z drugiej głosił, że bez ryzyka jazz jest martwy. Był wrogiem pasywności i “czajenia się” i w miarę potrzeby kilkoma uderzeniami czy tremolem potrafił poderwać każdego solistę do wykrzesania z siebie maksimum zaangażowania, sprawić, by wzniósł się na wyżyny doskonałości. Jego brzmienie jest natychmiast rozpoznawalne, dzięki stosowaniu różnych patentów, z których jeden polegał na zmianie wysokości dźwięku i barwy werbla, co uzyskiwał przyciskając łokciem jego naciąg. Jednakże pełna siły, burzliwa gra Art Blakey’a nie wynikała z braku subtelności czy muzykalności; w miarę potrzeby przeistaczał się w pełnego wyczucia, wrażliwego sidemena, czego dowodzi choćby jego akompaniament, którym kontrapunktował zaskakujące pod względem rytmicznym frazy Theleniousa Monka. Wkład Arta Blakey’a w brzmienie historycznego kwintetu Theloniousa Monka z 1957 roku (z Colemanem Hawkinsem i Johnem Coltrane’m) był ogromny, a jego nagrania z triem Monka zarejestrowane w 1971 roku w Londynie (“Something In Blue” oraz “The Man I Love“) należą do jego największych osiągnięć muzycznych.

Zespoły Arta Blakey’a były ostoją twórczego jazzu akustycznego w latach 70-tych zdominowanych przez elektryczne brzmienia, co nie miało nic wspólnego z nieumiejętnością dopasowania się do zmieniających się mód. Miles Davis stwierdził kiedyś: “Jeśli Art Blakey jest staroświecki, to ja jestem biały”. Słowa te wypowiedział w latach 80-tych, gdy hard-bop wrócił do łask, w dużej mierze za sprawą byłych członków Messengersów, Wyntona Marsalisa i Terence’a Blancharda-apostołów powrotu do prawdziwie jazzowych wartości. Art Blakey ciągle wyszukiwał młodych interesujących muzyków i uczył ich łączenia żywiołowości z precyzją. Na zawsze w pamięci pozostanie też wizerunek perkusisty grającego z otwartymi ustami w grymasie koncentracji i radości. Po nawróceniu się na islam, Blakey przybrał nazwisko Abdullah Ibn Buhaina, które muzycy skrócili do przydomka “Bu”.

Dionizy Piątkowski