Założona przez Ray’a Charlesa w latach 60-tych wytwórnia Tangerine Records powraca z ultranowoczesnymi reedycjami kultowych nagrań prezentujących najsłynniejszą muzykę legendarnego artysty oraz klasyczne albumy, których nakład dawno się wyczerpał i które czekają na ponowne odkrycie. Każdy album z Tangerine Master Series został odrestaurowany i zremasterowany pod nadzorem Fundacji Ray’a Charlesa. Pierwszym zwiastunem serii jest słynny album „Come Live With Me”- legendarne połączenie popu i soulu z domieszką gospel, w którym Ray Charles demonstruje swoją niezrównaną wszechstronność. Album został zremasterowany przez Michaela Gravesa – laureata nagrody Grammy, oraz Jeffa Powella – uznanego inżyniera masteringu płyt winylowych. Oryginalny album został wznowiony jako CD oraz na winylu i jest to długo wyczekiwane wznowienie tej płyty na winylu od ponad 50 lat !
Album „Come Live With Me” prezentuje Ray’a Charlesa w pełnym crossoverowym stylu lat 70-tych, łącząc aranżacje pełne instrumentów smyczkowych, ballady z domieszką country i soulowy soft rock. W czasach, gdy rhythm & blues definiowała politycznie nacechowana, mieszająca gatunki twórczość Sly’a Stone’a, Funkadelic, Curtisa Mayfielda i Steviego Wondera, Ray Charles nie podążał za trendami. Zamiast tego, wytyczył własną ścieżkę, robiąc coś całkowicie własnego. „Rewolucja nie zawsze musi krzyczeć; może ukazywać komfort, gdy fala przypływu i odpływu się odwraca” – pisze dziennikarz muzyczny Marcus J. Moore w ekskluzywnym eseju napisanym specjalnie na potrzeby tego nowego wznowienia. Może oznaczać odpoczynek, potrzebę autorefleksji pomimo lęku przed spojrzeniem w głąb siebie. Właśnie to słychać w „Come Live With Me”: mężczyznę analizującego podjęte decyzje i miłość, która odeszła. Tylko po takim cierpieniu można być tak dojrzałym, tylko po tym, jak szare krawędzie urwiska się zagoszczą, może pojawić się uważność”.
Ray Charles robił swoje, udowodnił też, że potrafi iść z duchem czasu. „Podróżuję sam, śpiewając smutną piosenkę” – mawiał Ray Charles. Dopóki nie znajdę tego, co dla mnie właściwe, muszę iść naprzód” . Na początku 1965 roku, po zaledwie jednym popowym hicie – rewolucyjnym „What’d I Say”, Ray Charles zdał sobie sprawę, że wyrósł z tradycyjnego biznesu muzycznego. Ryzykując wszystko, aby zapewnić sobie niezależność twórczą i finansową, wynegocjował umowę, która miała zmienić branżę, dając mu pełną kontrolę i prawo własności do swoich nagrań oraz środki na zbudowanie własnej firmy wydawniczej, studia nagraniowego i biur. Nagrywając to, co chciał i kiedy chciał, Ray Charles nie odpowiadał przed nikim innym, tylko przed sobą. Tu zaczyna się historia Tangerine Records, stworzonej przez Ray’a Charlesa, by osiągnąć wielkość na własnych warunkach. Ale także wytwórni, która pozostaje jedynym autoryzowanym domem dla niektórych z jego największych dzieł. Począwszy od albumu „Come Live With Me” z 1974 roku, Tangerine Master będzie reedytować takie arcydzieła, jak album „Ingredients In a Recipe For Soul” z 1963 roku osiągnął drugie miejsce na liście Billboard dzięki nagrodzonemu nagrodą Grammy przebojowi „Busted”. Wśród kolejnych reedycji znajdą się „Love Country Style” – jeden z najlepszych przykładów twórczości Charlesa w stylu country lat 70-tych i który od czasu premiery jest niedostępny, oraz „No One Does It Like…Ray Charles!” – wspaniały album który był wcześniej kolekcją singli z lat 1962-1965, wydany po raz pierwszy w całości jako spójny zbiór utworów, oferujący rzadki wgląd w kreatywny czas wielodekadowej kariery Ray’a Charlesa. Jako prawdziwie niezależny artysta, mający swobodę zaufania swojemu gustowi i talentowi, Ray Charles podsumował swoją strategię w prosty sposób: „ jeśli mi się spodoba, to to zaśpiewam”. Rezultatem jest „Come Live With Me” – dzieło, które wymyka się jakiejkolwiek kategoryzacji. Z perspektywy dekad, niezmiennie oszałamiająca jakość muzyki, którą Ray Charles tworzył dla Tangerine Records; na każdy kultowy utwór, na każdy klasyczny album przypada kilkanaście rewelacji, które tylko czekają na ponowne premiery, każde stworzone z taką samą starannością i przekazane z taką samą duszą, jak nieśmiertelne hity Ray’a Charlesa.












