„Damage Control” to pierwsza odsłona trylogii „Eternal Tenure of Sound”, którą realizuje legendarny saksofonista Gary Bartz. Wybitny artysta realizuję swoja autorską koncepcję, w której nie poddaje się określonym i sztucznym zasadom, ale tworzy muzykę w której „gatunek muzyczny nie ma dla niego żadnego znaczenia”. Każdy album pokaże zatem inną stronę nieograniczonej kreatywności Gary’ego Bartza: po premierowym „Damage Control” przygotowywana jest druga odsłona, w której wystąpią m.in. członkowie Hiatus Kaiyote). W 2023 roku Gary Bartz podjął ważną decyzję i ryzyko: mając 83 lata spieniężył swój fundusz emerytalny, wziął urlop od nauczania w Oberlin Conservatory i nagrał płytę. ”Nie dla wytwórni, a dla siebie. To utwory, które gram w domu, tylko dla siebie, kiedy chcę się zrelaksować i odpocząć. Inspirują mnie i poprawiają humor” – jak podkreślał. Rezultatem jest „Damage Control”, jego pierwszy album studyjny od dwunastu lat i jeden z najbardziej poruszających projektów w karierze legendarnego saksofonisty.
Gary Bartz, syn właściciela klubu jazzowego, zaczął grać na saksofonie altowym mając 11 lat. Był muzykiem Alabama State Teachers College występującym w klubie jego ojca, potem studiował w nowojorskim Juilliard School oraz Peabody Conservatory w Baltimore. Okazjonalnie grywał z Lee Morganem i Grahamem Moncurem III, ale stałą posadę dostał w 1964 roku w zespole Maxa Roacha i Abbey Lincoln. W latach 1965-66 wszedł w skład Jazz Messengers Arta Blakeya, potem wrócił do Maxa Roacha i związał się z Charlesem Tolliverem, Blue Mitchellem i McCoy Tynerem – w zespole, który słynny pianista nazwał kiedyś „najlepiej dobranym i zintegrowanym pod względem muzycznym w całej swojej karierze”. Od 1970 roku Gary Bartz występował u boku Milesa Davisa (nagrał z Milesem album „Live Evil”), a w 1972 roku- pod wpływem i poprzez doświadczenia współpracy z Davisem – utworzył grupę Ntu Troop o mocno funkowym obliczu. Takie nastawienie do jazzu kontynuował przez kolejne lata, by na początku lat 80-tych powrócić do hard bopu i to właśnie w tej stylistyce ujawnił swoją mistrzowską klasę (uhonorowany prestiżową NEA Jazz Master). W ciągu ostatnich sześciu dekad Gary Bartz nagrał prawie pięćdziesiąt solowych albumów i pojawił się na ponad dwustu płytach, grając u boku takich artystów jak Miles Davis, Pharoah Sanders, Lee Morgan i Roy Hargrove. Odcisnął tak głębokie piętno na historii muzyki afroamerykańskiej i jest jednym z ostatnich muzyków kultowych zespołów Arta Blakeya, Maxa Roacha, McCoya Tynera, Charlesa Mingusa i Milesa Davisa. Jego brzmienie, niepowtarzalne, dociekliwe i pełne duszy, było wykorzystywane przez A Tribe Called Quest, Warrena G i 9th Wonder, a także doceniane przez krytyków i całe pokolenia muzyków. Rozległa dyskografia saksofonisty znaczona jest tak znakomitymi albumami, jak „Libra” „Another Earth”, „Home!”, „Harlem Bush Music:Taifa”, Live – Evil” z Milesem Davisem, “Harlem Bush:Uhuru”. „Follow The Medicine Man”, “ Ju-Ju Street Songs”, “I’ve Known Rivers”, “Ode To Super” z Jackiem McLeanem, “Singarella:A Ghetto Fairytale”, “The Shadow Do”, “Music Is My Sanctuary”, ”Ju-Ju Man”, “Focal Point” z McCoy Tynerem, “Love Affair”, “Monsoon”, “Reflections Of Monk”, “West 42nd Street”, “My Favourite Roots”, “There Goes The Neighborhood”, “Afterglow”, “Alto Memories” z Sonny’m Fortune, “Episode One Children Of Harlem”. “The Blues Chronicles:Tales Of Life” oraz “Harlem Bush Music”.
Najnowszy album „Damage Control” Gary Bartz przygotowywał ponad trzy miesiące kreatywny flow. Do sesji Gary Bartz zaprosił pianistę Barney’a McAll i perkusistę Kassa Overalla oraz gwiazdorską ekipę (Kamasi Washington, Terrace Martin, Keyon Harrold, Theo Croker, Spaceman Patterson, Nile Rodgers. Shelley, Daniel Merriweather i Rita Satch). „Damage Control” czerpie z repertuaru soulowych klasyków, które rozsławili tacy artyści jak Curtis Mayfield, Anita Baker, Patti LaBelle i Debarge. Ale to o wiele więcej niż jazzowe covery. Dzięki aranżacjom G.Bartza i jego wyjątkowemu, improwizacyjnemu talentow, przebojowe utwory przekształcają się w medytacyjne, przesiąknięte jazzem standardy, z harmonijnym wyrafinowaniem i bezgranicznym rytmem, brzmieniem i nastrojem. ”To, że grają tak w klubach i nazywają ich R&B to określenia te nic dla mnie nie znaczą. Muzyka wykracza poza te etykiety, bo muzyki nie da się wytłumaczyć. To dźwięki”- konkluduje legendarny jazzman.












