Kiedy pada pytanie o legendarne postacie polskiego jazzu, zwłaszcza te, które zyskały uznanie i poklask w świecie, wymienia się zazwyczaj Krzysztofa Komedę, Michała Urbaniaka i Tomasza Stańko zapominając jakby, że klamrą dla ich muzyki był artysta, który jazzowy patos przełożył na geniusz swojej muzyki i osobowości.Zbigniew Seifert– legendarny polski skrzypek i saksofonista, który ultranowoczesne koncepcje Johna Coltrane’a wpisał mistrzowsko do swojej muzyki.
Przypomina o tym kolejny, ważny i niepowtarzalny projekt dedykowany ikonie polskiego jazzu. Po entuzjastycznie przyjętym wydarzeniu „Komeda Horyzonty” pojawił się brawurowo zrealizowały multimedialny koncert – hołd dla Zbigniewa Seiferta, jednego z kultowych skrzypków w historii muzyki jazzowej. „Uczestnicy ‘Komeda Horyzonty’ doskonale poznali nasze aspiracje w kwestii emocjonalności organizowanych przez nas koncertów – wyjaśnia genezę cyklu Jacek Sołkiewicz, dyrektor artystyczny Jazz One Night. Dla nas każde wydarzenie to niezwykle ważna chwila prawdy, tej zarówno muzycznej jak i życiowej. Stąd ta głębokość i mnogość doznań. Wierzymy, że w taki sposób torujemy znacznie szerszą drogę ku jeszcze lepszemu odczuwaniu piękna muzyki jazzowej”.
Nie przypadkowy był zatem dobór artystów, a przede wszystkim powierzenie roli artystycznego przewodnika po muzyce Seiferta jednemu z najwybitniejszych skrzypków młodego, jazzowego pokolenia. Adam Bałdych jest wiodącą postacią europejskiego jazzu i wraz z licznymi projektami wywołuje zachwyt i uwielbienie. Artysta wyznaczył sobie nie tylko ciekawą ścieżkę kariery, ale przede wszystkim postarał się, by na tej drodze unikać łatwych, ludycznych a często i niezbyt artystycznie ważnych projektów. Może właśnie dlatego skupił się na takiej kreacji, która pozwala z jednej strony realizować własne pomysły, z drugiej staje się elementem spójnego budowania sukcesu artystycznego. „To fenomenalny muzyk, którego wrażliwość jest mi niezwykle bliska – wyjaśnia koncepcje koncertu Jacek Sołkiewicz. Od pierwszej rozmowy wiedzieliśmy obaj, że pracujemy nad czymś naprawdę wyjątkowym. Przy ‘Seifert Impulsy’ Adam pełnił niezwykle odpowiedzialną rolę: zaaranżował od podstaw kompozycje Zbigniewa Seiferta. Mogłem się tylko domyślać jak bardzo emocjonalne to były przygotowania”. Da takie koncepcji polski skrzypek zaprosił wyśmienitych muzyków: szwedzkiego pianistę Jacoba Karlzona i swój autorskim Kwintet ( z saksofonistami – Jakubem Mizerackim oraz Kubą Więckiem). Artyści swoją muzyką stworzyli magiczną podróż pełną wzruszeń, euforycznych uniesień i przede wszystkim ognistej pasji, której Zbigniewowi Seifertowi zazdrościła ówczesna plejada światowych gwiazd muzyki jazzowej. Duet Adama Bałdych z pianistą Jacobem Karlzonem to popis wirtuozerii oraz emocjonalnej wrażliwości na piękno kompozycji Seiferta, obudowanych teraz własną elokwencją, inspiracją oraz stylistycznym braterstwem z legendarnym polskim jazzmanem. Ekscytujący oraz niezwykle ekspresyjny ton saksofonisty Kuby Więcka, kontrowany zachowawczymi improwizacjami Jakuba Mizerackiego tworzył dla kwintetu bazę odniesienie do tego wszystkiego czym były dla „coltrane’owskiego jazzu” kompozycje Zbigniewa Seiferta i czym są – teraz w ekscytujących interpretacjach młodych muzyków – dla dzisiejszego jazzu.
Zbigniew Seifert (7.06.1946-15.02.1979) to jeden z najwybitniejszych muzyków jazzowych. Był jednym z niewielu muzyków, którzy zbudowali pomost pomiędzy muzyką klasyczną a swobodną realizacją jazzową. Ekspresyjna, intensywna i technicznie bez zarzutu gra znakomicie odpowiadała formule wolnego stylu, jaki w jazzie preferował. Takie pojmowanie jazzu w pełni realizowało jego pragnienie, by „grać tak, jak Coltrane, gdyby ten grał na skrzypcach”. Będąc muzykiem zespołu Tomasza Stańki (1969-73) grał swobodniejszą formę jazzu, jednocześnie stopniowo odchodził od saksofonu na rzecz skrzypiec. Ekspresyjna, intensywna gra znakomicie odpowiadała formule zbliżonej do free-jazzu preferowanej przez zespół legendarnego trębacza. Współpraca ze Stańką nie przeszkodziła skrzypkowi w rozwijaniu własnych zamierzeń artystycznych. Realizując je w 1968 roku wystąpił we Wrocławiu na Jazzie nad Odrą prezentując autorski kwartet (Jan Gonciarczyk – kontrabas, Jan Jarczyk – fortepian i Janusz Stefański – perkusja). Sukces powtórzyli rok później zdobywając na tym festiwalu główną nagrodę zespołową, a Zbigniew Seifert – indywidualną. W 1969 roku wziął udział w węgierskim festiwalu jazzowym w Nagykoros i został uznany najlepszym instrumentalistą tej znaczącej imprezy. Swoje koncepcje nowej muzyki przez kolejne sezony realizował (do 1973 roku) w kwintecie Tomasza Stańki. Mimo znacznego obciążenia pracą z wymagającym liderem nadal prowadził swój kwartet. To z tym zespołem zapraszany był na najważniejsze festiwale jazzowe w Europie. Największą popularność zdobył w RFN i najczęściej współpracował z zespołami koncertującymi w Niemczech: z grupami Alberta Mangelsdorffa, Joachima Kuhna, McCoy Tynera, Chrisa Hinze’a, Charlie’go Mariano. Występował przede wszystkim przedstawiając własny repertuar. To wtedy (obok licznych, innych tematów jazzowych) skomponował „Koncert na improwizujące skrzypce i orkiestrę symfoniczną”, który został nagrany dla radiowej stacji NDR. Mimo znaczących sukcesów oraz dobrej pozycji na europejskim rynku jazzowym, dopiero w 1976 zdecydował się na nagranie pierwszego, autorskiego album „Man Of The Light”. Dla powstającej wówczas wytwórni MPS Records (Joachima E. Berendta) Seifert nagrał swój pierwszy zagraniczny album a w tym samym roku rozpoczął również nagrywanie płyt sygnowanych własnym nazwiskiem: w maju 1976 ukazał w prestiżowej amerykańskiej oficynie Capitol Records ukazał się „Solo violin”, we wrześniu „Man Of The Light”. Płyta ta otworzyła Seifertowi estrady w USA: nazwisko polskiego wirtuoza można było zobaczyć na afiszach m.in. Monterey Jazz Festiwal, gdzie wystąpił wspólnie z legendarnym współzałożycielem Modern Jazz Quartet, pianistą i kompozytorem Johnem Lewisem. W USA prędko rozeszła się wieść o wybitnym skrzypku z Europy, który gra na skrzypcach, tak jakby grał John Coltrane, gdyby był skrzypkiem.
W Nowym Jorku Zbigniew Seifert nawiązał współpracę z kultową grupą nowoczesnego jazzu, kwartetem Oregon. Nakładem amerykańskiej wytwórni Vanguard Records ukazała się płyta, która na długie lata stała się najważniejszym albumem dla polskiego jazzu. Zrealizowana w imponującym zespole ( Elvin Jones – perkusja, Paul McCandless – klarnet basowy oraz obój, Ralph Towner – gitary i fortepian, Collin Walcott – wszechstronny perkusjonista). Solistą kwintetu był Zbigniew Seifert a album „Violin ” stał się ważnym nagraniem w dyskografii zarówno polskiego jazzmana, jak i formacjo Oregon. To także przełomowy album w dyskografii polskiego skrzypka i kompozytora i jedna z najciekawszych w dyskografii amerykańskiej formacji Oregon. Muzycy spotkali się we Francji, gdzie razem koncertowali. Koncepcje artystyczne okazały się na tyle spójne, że zdecydowano – po prawie trzech latach – o rejestracji płytowej. Zrealizowana w 1977 roku sesja okazała się przełomową w karierze polskiego muzyka, który pojawił się w nowojorskim studio nie jako zaproszony gość, lecz lider formacji. Polski skrzypek pracował z przekonaniem, że do swoich projektów może pozyskać najwybitniejsze jazzowe indywidualności: w 1978 zaprosił do zespołu grupę wybitnych muzyków amerykańskich: Johna Scofielda, Eddie’go Gomeza i Jacka De Johnette by wspólnie zrealizować „Passion” – jeden z najwybitniejszych albumów zrealizowanych przez polskiego jazzmana. To ostatnia studyjna płyta Zbigniewa Seiferta: trzy miesiące po jej nagraniu Zbigniew Seifert zmarł. Sesję zrealizowano w listopadzie 1978, w R.P.M. Studios w Nowym Jorku w imponującym składzie: Zbigniew Seifert – skrzypce, Richie Beirach – fortepian, Jack DeJohnette – perkusja, John Scofield – gitara, Eddie Gomez – gitara basowa, Naná Vasconcelos – instrumenty perkusyjne oraz sekcja smyczkowa pod kierownictwem Gene’a Orloffa (w składzie m.in. Ron Carter). Album został wydany na początku 1979 roku przez Capitol Records. Wszystkie utwory skomponowane i zaaranżowane zostały przez Zbigniewa Seiferta (jedynie „Escape from the Sun” to kompozycja wspólna z Tomaszem Stańko). Na płycie wykorzystane zostały niektóre części „Koncertu na skrzypce solo, orkiestrę symfoniczną i grupę rytmiczną” – największej kompozycji Zbigniew Seiferta. Pierwsze polskie płyty Seiferta („ Kilimanjaro” i „Kilimanjaro 2”), wydało Polskie Stowarzyszenie Jazzowe: była to rejestracja koncertu, który odbył się 14 listopada 1978 w krakowskim klubie „Pod Jaszczurami”.
Zbigniew Seifert od dłuższego czasu wiedział, że ciężko choruje. W roku 1976 okazało się, że wcześniej zdiagnozowany nowotwór jest wyjątkowo złośliwy, a przebyta operacja nie powiodła się. Po powrocie do USA udał się do Buffalo, gdzie miał przejść kolejną operację. Zmarł w jej trakcie, w nocy z 14 na 15 lutego 1979 roku. Został pochowany na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Piszę to wszystko pod wrażeniem nie tylko nieszablonowego koncertu „Seifert Impulsy” ale także poprzez spotkania i lekturę „Man Of The Light” – fascynującej i faktograficznie rzetelnej opowieści Anety Norek-Skryckiej. Monografia artysty jest pierwszą, kompleksową publikacją ukazująca nie tylko drogę genialnego skrzypka i kompozytora do nowoczesnego jazzu, ale także niezwykle szeroki kontekst społeczny, polityczny i artystyczny towarzyszący polskiej muzyce jazzowej latach 60-tych i 70-tych. To także niezwykle emocjonalnie potraktowana opowieść Anety Norek-Skryckiej, która zauroczona i zafascynowana muzyką i postacią krakowskiego artysty działa prężnie w Fundacji im. Zbigniewa Seiferta oraz stworzyła prestiżowy konkurs Seifert Competition, który od blisko 20 lat celebruje pamięć o Zbigniewie Seifercie wyławiając talenty jazzowej wiolinistyki (laureatami tej prestiżowej nagrody są m.in. Bartosz Dworak, Mateusz Smoczyński, Mario Forte, Kacper Malisz, Anaïs Drago). Zbigniew Seifert jest dzisiaj postacią kultową, niemal mistyczną. Trudno mówić o fenomenie artysty bez wsłuchania się w jego historię a znając te detale, zaczynamy rozumieć wielkość tego, co po sobie zostawił. „Seifert Impulsy’ były znakomitym artystycznym wydarzeniem, gdzie muzyka tworzyła zgrabną klamrę do pięknej opowieści o Zbigniew Seifercie.












