W ramach festiwalowej Ery Jazzu, wiosną 2004 roku, pojawił się m.in. czeski basista Jiri /George Mraz, który wystąpił (w krakowskim klubie Indigo) wraz z węgierskim saksofonistą Tonym Lakatosem oraz nowojorskim perkusistą Adamem Nussbaumen . George Mraz  – obok Miroslava Vitousa, Tony’ego Lakatosa, Adama Makowicza, Urszuli Dudziak, Michała Urbaniaka jest w amerykańskim jazzie najlepszą wizytówką  tzw. jazzu ze Wschodniej Europy i naszej jazz-emigracji sprzed ponad ćwierćwiecza. Rekomendacja ta jest niekoniecznie odbiciem właściwej pozycji, jaką artysta zdobył w Stanach, ale z pewnością jest ważnym argumentem w jego światowej karierze. Jak na muzyka-sidemana jest otoczony wianuszkiem wielkich, jazzowych herosów i wspaniałych nagrań. Jako solista i lider nie stroni od własnych, autorskich projektów.

Jiri ( George) Mraz urodził się w czeskim Pisku (9.09.1944); już jako siedmiolatek posłany został do szkoły o profilu muzycznym, by szkolić swój talent i muzyczną wrażliwość na typowym dla początkujących muzyków instrumencie – skrzypcach. Kiedy podjął naukę w średniej szkole muzycznej szybko „porzucił” szkolny instrument i efektownie zajął się zgłębianiem gry na saksofonie. Zafascynowała go wtedy melodyjność i  subtelne brzmienie saksofonu, tak potem charakterystyczne dla jego wirtuozerskiej techniki kontrabasisty.

Grywałem wtedy – wspomina w JAZZ FORUM –z lokalnymi big bandami  i wydawało mi się, że jako saksofonista jestem kiepski , ale jeszcze gorszym muzykiem był basista orkiestry. Choć myślał, że jest geniuszem grywał same fałszywe nuty, kiedy zdarzało mu się zagrać fragment poprawnie, traktowaliśmy to jako wypadek przy pracy. Pomyślałem wtedy, by nie spróbować go nauczyć muzycznej dyscypliny, brałem kontrabas i nuta po nucie pokazywałem jak to się robi. Wkrótce zorientowałem się, że to mi nieźle wychodzi i, że nie jest wcale takie trudne. Ale nie chciałem  być basistą !”.

Mimo tak stanowczych deklaracji Mraz decyduje się na studia w Praskim Konserwatorium  by po opanowaniu gry na kilku instrumentach zdecydowanie wybrać , jako główny, kontrabas. „Nie bardzo wiedziałem co to właściwie jest jazz; po raz pierwszy słuchałem chyba Louisa Armstronga. To była jakaś niedzielna audycja w czeskim radio i gdzieś między polkami, operetkowymi piosenkami pojawił się ten głos”. To był zasadniczy zwrot w słuchaniu muzyki. Bardziej niż solówki w lokalnej orkiestrze Mraza pochłaniał jazz słuchany w radio Voice of America. Willis Conover, z audycji na audycję władał rozterkami muzyka. „Audycji Conovera słuchało się przez godzinę około północy, to było straszne, bo kiepskie radio nie oddawało brzmienia kontrabasu, a tego poszukiwałem najbardziej. Słuchałem zatem wszystkich instrumentów, starając się wychwycić jak razem grają, jak bardzo są spójne by potem domyślać się, jaka rolę pełni tam bas. To wtedy najbardziej zafascynowany byłem jazzem, bo stanowił rodzaj młodzieńczego wyzwania i rodzaj jakiejś przedziwnej, dla mnie wtedy niepojętej, swobody. Wchłaniałem wszystko, chociaż już wtedy miałem swoich faworytów- Raya Browna, Scotta La Farro, Paula Chambersa czy Rona Cartera”.

 Początkowo grywał w lokalnych zespołach jazzujących, pojawiał się w klubach i zabawach , był wziętym muzykiem wszelkich praskich jam sessions. Zawodowo związał się z niezwykle aktywnym w latach 60-tych czeskim multiinstrumentalistą Karelem Velebnym. To w zespołach Velebnego zdobywał jazzowe ostrogi i to z zespołem Velebnego pojawiał się na zagranicznych estradach. „Miałem ambicję grać dużo i z największymi. Wyjazdy do klubów w Niemczech umożliwiały mi realizację takich  marzeń. To dzięki współpracy z  Malem Waldronem i Bennym Baileyem oraz naszymi wspaniałymi koncertami w Monachium zrozumiałem, że coraz trudniej będzie mi być jazzmanem bez poznania Ameryki „. Koncerty w Niemczech  w przełomowym 1968 roku, stały się dla Mraza okazja by zdecydować w jakim kierunku ma zmierzać jego kariera i życie.Mniej więcej w tym samym czasie gdy targały mną rozterki otrzymałem wiadomość o przyznaniu mi stypendium w legendarnej Berklee School. I gdy sowieckie czołgi wjeżdżały do Pragi, już wiedziałem, że to nie jest miejsce i czas dla mnie „.

 Decyduje się na emigrację do USA i  korzystając z zaproszenia podjąć studia w słynnej Berklee School of Music. To w Stanach zdolnym basistą zainteresowali się wybitni jazzmani: niebawem Mraz grał z Dizzym Gillespiem, Oscarem Petersonem (1970-72) oraz innymi znamienitymi muzykami: Tommym Flanaganem, Billem Evansem, Hank’em Jonesem, Johnem Hicksem, Ritchem Beirachem. „ George był zawsze basistą – wspomina Beirach – który doskonale wyczuwał, jaką nutę chcesz usłyszeć. I to nie jest tylko jazzowa intuicja, ale rodzaj wewnętrznej spójności między muzykiem, instrumentem, zespołem”. Kiedy w połowie lat 70-tych Mraz przenosi się do Nowego Jorku natychmiast podejmuje współpracę z najwybitniejszymi jazzu:  swe big bandowe inklinacje realizuje  w orkiestrze Thada Jonesa i Mela Lewisa, nagrywa  ze Stanem Getzem, Pepperem Adamsem, Zootem Simsem, Stephanem Grappellim oraz  ( w  autorskich duetach) z Walterem Norrisem i  Sir Rolandem Hanną .” Tak po prawdzie – wspomina George Mraz– nie specjalnie interesowały mnie wtedy własne projekty, nie kręciłem się ze swoja muzyką wokół samego siebie” . Może właśnie dlatego wybitni muzycy oraz innowatorzy jazzu z taką pokorą przyjmowali udział Mraza w swoich projektach. Entuzjastycznie o współpracy wypowiadali się zarówno Dizzy Gillespie, Clark Terry, Slide Hampton, jak i Elvin Jones, Joe Lovano czy Joe Henderson.Pod koniec dekady George Mraz związał się  z New York Jazz Quartet oraz z zespołami Johna Abercrombie’go. Kolejne  jazzowe dekady nie umykały ani publiczności ani krytykom. Pojawiał się  na najbardziej  prestiżowych festiwalach, koncertował z najważniejszymi jazzu, zdobywał laury i nagrody. W gronie współpracowników pojawiać poczęli się muzycy, dla których czeski basista stał się jazzową-ikoną ( od Hanka Jonesa po Richarda Galliano i Adama Makowicza). Nagrania i koncert G. Mraza precyzyjnie ukazują, jak swobodnie porusza się w różnych stylistykach, jak elastycznie pracuje z jazzowymi indywidualnościami, jak wspaniale realizuje się we własnych zespołach.

Dionizy Piątkowski