Sensacją artystyczną ostatnich dekad jest kwartet Wayne’a Shortera – uznawany powszechnie za najwybitniejszy i najważniejszy zespół dzisiejszego jazzu. Oprócz kwartetu Johna Coltrane’a i kwintetu Milesa Davisa zespół ten może być uważany za wzór współczesnej muzyki jazzowej. Wayne Shorter urodził się 25 sierpnia 1933 roku w Newark w stanie New Jersey (USA). Karierę rozpoczął w latach pięćdziesiątych. Początkowo grał na klarnecie, jako nastolatek przerzucił się na saksofon tenorowy. W połowie lat pięćdziesiątych, zanim został powołany do wojska, studiował muzykę na uniwersytecie w Nowym Jorku. Jako student grał z różnymi zespołami, m.in. u Horace’a Silvera, a po wyjściu z wojska związał się z zespołem Johna Coltrane’a. Przez krótki okres pracował też z Maynardem Fergusonem – poznał wtedy Joe Zawinula. W 1959 roku został muzykiem grupy Jazz MessengersArta Blakeya i pozostał w niej do 1963 roku. Grając w Jazz Messengers, Shorter stał się jednym z czołowych przedstawicieli hard-bopu. Jego ognista, ostra i dramatyczna gra znakomicie pasowała do agresywnego charakteru grupy Blakeya.Sporo komponował. Jednym z częściej wówczas grywanych przez zespół tematów był „Children of the Night”. „ Ten utwór skomponowałem i nagrałem z Jazz Messengers Arta Blakeya pod koniec lat pięćdziesiątych – wspomina Wayne Shorter. „ Teraz odkrywam tę kompozycję na nowo. Ale nie mam sentymentów i kompleksów brzmienia sprzed lat. Jazz rozwija się dynamicznie, ale pozostaje syntezą tego, co już było – możesz doszukać się moich fascynacji big-bandami Ellingtona i Dorseya, jest tam także spory bagaż muzycznych impresji Joe Zawinula i naszego Weather Report”.

Na początku 1961 roku John Coltrane powiedział Shorterowi, że zamierza odejść z zespołu Milesa Davisa. Widząc szansę zastąpienia go w najpopularniejszym zespole ówczesnej sceny jazzowej, Wayne zadzwonił do Milesa. Davis tak wspomina to zdarzenie w swojej autobiografii:  „ Pewnego wieczoru zatelefonował do mnie nowy tenorzysta w mieście Wayne Shorter i powiedział, że dzwoni na polecenie Trane’a, bo wie od niego, że szukam tenora. Byłem porażony. Zanim rzuciłem słuchawką, zdążyłem krzyknąć coś w stylu: jak będę potrzebował saksofonisty, to sam sobie znajdę”. Ostatecznie Shorter dołączył do zespołu Milesa w roku 1964. Koncertował i nagrywał w nim do 1970 roku. W legendarnym kwintecie Milesa Davisa grał wspólnie z Herbiem Hancockiem, Tonym Williamsem i Ronem Carterem.       Davis napisał: „ Wayne był człowiekiem idei, tym, który formułuje większość koncepcji (…), bo Wayne to naprawdę genialny kompozytor. Pisze całe partytury, partie dla każdego w takiej postaci, w jakiej chce, żeby zabrzmiały (…). Wayne wniósł też swoistą ciekawość eksperymentowania z regułami muzycznymi. Jeżeli mu nie odpowiadały, to je łamał, zachowując sens pracy. Wayne zawsze przebywał na swoim własnym obłoku, orbitował wokół własnej planety”. Współpraca z Davisem wydobyła z Shortera drugą, bardziej wrażliwą stronę jego muzycznej osobowości. To inne podejście można było zauważyć już na jego solowej płycie „Wayning Moments” z 1962 roku, jednak w pełni uwidoczniło się dopiero u Davisa.

Od 1970 roku Wayne Shorter był liderem bodaj najpopularniejszego zespołu jazzu elektrycznego – Weather Report. Grupa powstała z inicjatywy pianisty Joe Zawinula i Wayne’a Shortera. Formacji tej przypisywano stworzenie specyficznego stylu, określanego potem jako jazz-rock lub fusion. Obaj muzycy pracowali wcześniej razem w zespole Milesa Davisa (1969-71) i wzięli udział m.in. w nagraniu jego przełomowego albumu „Bitches Brew”. Być może to doświadczenie spowodowało, że zarówno Zawinul, jak i Shorter chcieli podążać tym ultranowoczesnym, jazz – rockowym tropem. W połowie lat siedemdziesiątych grupa zaczęła wykorzystywać coraz więcej elementów rockowej rytmiki i nowoczesnej technologii. Kulminacją tego procesu był album „Black Market”, na którym Zawinul zagrał na syntezatorze, a do zespołu dołączył basista Jaco Pastorius. Szczyt popularności zespołu przypadł na przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, ale liderzy już coraz częściej realizowali autorskie płyty. Gdy w 1986 roku Weather Report przestał istnieć, Shorter skupił całą swoją energię na własnych, małych zespołach. Nagrywał także i koncertował z Herbiem Hancockiem (grupa V.S.O.P.) oraz Carlosem Santaną. „Patrzę na swoją muzykę z pewnego dystansu – wspomina. Nie szukam muzycznych, rewolucyjnych stylistyk, choć może właśnie tak odbierana jest moja muzyka. Nasze życie to także pewna kompozycja, raz lepsza, raz fatalna. Brzmi to jak cyniczne „bla, bla”, ale tak odbieram to, co zrobiłem i nadal robię. Często wspominam Milesa, geniusza jazzu. Przyszedł kiedyś na koncert Jazz Messengers i powiedział tylko: „Grasz jak »fuckin« trębacz na saksofonie, zadzwoń jutro!”. Grałem z kwintetem Milesa latami i to był najciekawszy okres dla mojej muzyki. Dużo komponowałem, uczyłem się. Potem kilka lat jazzowej zabawy w Weather Report. Nie myślałem wtedy, że fusion stanie się takim ważnym trendem. Weather Report, Corea, John McLaughlin – to wszystko się zagubiło, choć przez tamte lata było modne i słuchane. Kiedyś, chyba pod koniec lat osiemdziesiątych, gdy już Weather Report był historią, pokusiłem się o krótki powrót do tej stylistyki. Odbyłem nawet trasę koncertową z Carlosem Santaną”.

 W drugie połowie lat osiemdziesiątych Wayne Shorter zniknął z muzycznej sceny. Stało się to jakiś czas po jego niesamowitym koncercie na warszawskim Jazz Jamboree w roku 1985. Zespół Shortera jednego wieczoru zagrał dwa koncerty, a stało się to w dniu, gdy dowiedział się o śmierci swojej córki. Shorter stał na scenie nieruchomo i grał z żarliwością, która słuchaczy wbijała w fotele. „ Spędziłem poza estradą  trochę czasu, który należał się mojej rodzinie, mnie samemu – wspomina ten okres. Przez ostatnie trzydzieści lat nie miałem roku dla siebie. Ta przerwa była mi bardzo potrzebna. Nie musiałem wracać do muzyki, choć to jest sens mego życia, ale musiałem być bardzo uważny, by móc natychmiast odnaleźć się w nowej sytuacji. Los bardzo tragicznie mnie doświadczył. Taka reakcja obronna, to był dla mnie czas spokoju, przemyśleń”. Niestety, los doświadczył go boleśnie jeszcze raz, gdy w 1996 roku w katastrofie lotniczej zginęła jego żona.

Nowy Septet Wayne’a Shortera pojawił się wraz z albumem „High Life” w roku 1995. Był to jego pierwszy autorski album od siedmiu lat. Shorter zaprosił do współpracy wybitnych muzyków, tworząc zespół gwiazd. Zagrali m.in. pianistka Rachel Z. (sukcesy odnosiła właśnie jej autorska płyta „Trust the Universe”), pianista Adam Holzman, Rich Paterson – jeden z najwybitniejszych basistów młodego pokolenia, oraz David Gilmore – gitara, i Airto Moreira – instrumenty perkusyjne. Shorter tak opowiadał o tej płycie: „ Ten album mówi o konieczności odzyskania spokoju i cierpliwości, mówi o jednej rzeczy, która trwa w Ameryce zbyt długo – nastawieniu na natychmiastowe spełnienie. Lubię muzykę, kiedy jest pełna, kiedy przedstawia kompletny obraz”. Producentem nagrań był Marcus Miller, dlatego muzyka Shortera z „High Life’u” zainteresowała nie tylko fanów modern jazzu, lecz także entuzjastów nowocześniejszych brzmień. „ Marcus jest genialnym muzykiem – mówi Shorter – facetem, który słyszy wszystko i potrafi z każdej kompozycji wykrzesać cały ogień. Kiedy spotkaliśmy się w studiu w Los Angeles, zobaczyłem, co może zrobić z gotowym już materiałem Marcus. Natomiast Rachel Z. doskonale wkomponowała się w brzmienie, które zaproponowałem. Zresztą kompozycje na płytę miałem gotowe od lat. Teraz zostały tylko precyzyjnie opracowane przez Rachel. To była szalona praca. Mój „Speak No Evil”, tak chętnie grany z Milesem Davisem, miał tylko czterdzieści chorusów. Rachel wprowadziła moje kompozycje z „High Life’u” do komputera i przygotowała ponad tysiąc doskonałych chorusów. To jest skala porównawcza. Nagrałem dziesiątki płyt dla jazzowej Blue Note, dla Columbii; od Milesa Davisa po Weather Report, ale „High Life” jest dla mnie ważnym albumem autorskim. I jest to mój pierwszy album, który powstał w komfortowych warunkach; zawsze nagrywałem szybko, między jedną sesją a drugą, między koncertem a trasą koncertową. Dopiero wtedy powiedziałem sobie: stop, pora na precyzyjny, własny album”.

 Doskonale przyjętą przez krytyków i fanów płytą był impresyjny album „1+1” nagrany w duecie z Herbiem Hancockiem w 1997 roku. Saksofonista udowodnił po raz kolejny, że jest jednym z najbardziej twórczych muzyków jazzowych – stale poszukującym nowych horyzontów. Ale sensacją  artystyczną ostatnich lat stał się kwartet Shortera; pianista Danilo Pérez, basista John Patitucci i perkusista Brian Blade stworzyli wraz z liderem jeden z najważniejszych kwartetów jazzu na miarę naszego wieku. Krytycy są zgodni, że oprócz legendarnego kwartetu Johna Coltrane’a z lat sześćdziesiątych zespół Wayne’a Shortera jest drogowskazem dla dzisiejszego jazzu. Płyty zyskują entuzjastyczne recenzje, kwartet jest laureatem licznych nagród i wyróżnień, lider Wayne Shorter jest postrzegany jako perfekcjonista jazzu. „ Przez ostatnie lata mało koncertowałem i nagrywałem – mówi w jednym z wywiadów. Moje kompozycje takie jak „Water Babies” , „Footprints” czy Speak No Evil” znalazły się na płytach innych muzyków. Sam nagrywałem z innymi, ostatnio z doskonałym pianistą Joeyem Calderazzo, z Billym Pierce’em. Cieszę się, że moje kompozycje grane są równie często jak przeboje rocka. Nie spotkasz jazzmana, który w ostatnich dniach nie grałby moich kompozycji”. I co tu jeszcze dodać – tylko to, że według wszystkich liczących się rankingów i według opinii większości krytyków jazzowych Wayne Shorter jest po prostu najwybitniejszym żyjącym dziś jazzmanem.

Dionizy Piątkowski