Leon Bix Beiderbecke ( 10.03.1903-6.08.1931) jest dziś jedną z legend jazzu. Muzyką zainteresował się w wieku 15 lat, gdy próbował zagrać, na fortepianie lub kornecie, zasłyszane melodie. Pod wpływem płyt Original Dixieland Jass Band i muzyki słyszanej na statkach pływających po Mississippi, Beiderbecke zdecydował się na karierę muzyka. Porzucił życie w rodzinie  i już w roku 1923 roku zdobył popularność w zespole Wolverines. W Nowym Jorku i Chicago młody trębacz zarabiał na życie w orkiestrach tanecznych, ale każdą wolną chwilę poświęcał na słuchanie koryfeuszy ówczesnego jazzu, zwłaszcza Louisa Armstronga i Joego “Kinga” Olivera. W 1926 roku połączył swe siły z Frankiem Trumbauerem i w jakiś czas potem grali razem u Jeana Goldkette’a, a w 1928 rolu zaangażował ich Paul Whiteman. W obydwu tych dość komercyjnych orkiestrach Bix Beiderbecke pełnił rolę głównego solisty, za co dostawał wysoką gażę. Te dwa fakty w pewnym sensie przeczą rozpowszechnionemu przekonaniu, że tego rodzaju praca, szczególnie u Whitemana, zniszczyła u trębacza kreatywny impuls i przyczyniła się do jego upadku. Jak wiadomo bowiem, w tym samym czasie Beiderbecke występował w wielu innych, jak najbardziej jazzowych grupach, w których miejsce znalazło też kilku niezłych muzyków Goldkette’a i Whitemana. Problemy, które osaczały Beiderbecke’a, miały prawdopodobnie inne podłoże: po pierwsze – dążenie do “uszlachetniania” swojej muzyki zapożyczeniami z tradycji europejskiej; po drugie – poczucie odrzucenia przez rodzinę; ostatnim wreszcie czynnikiem, który był odpowiedzialny za wiele jego zgryzot, był po prostu słaby charakter. Pocieszenia szukał w alkoholu i wkrótce popadł w uzależnienie. Wszystko to sprawiło, że Bix Beiderbecke często przez wiele dni nie pojawiał się na próbach czy koncertach. Mimo to Paul Whiteman nie zastępował go  innym muzykiem i płacił wszystkie jego rachunki. Około 1929 roku Bix Beiderbecke wrócił do Davenport starając się na próżno dojść do dobrej formy. W ostatnim roku życia starał się o posadę w Casa Loma Orchestra, a w Nowym Jorku grał w przypadkowych składach, m.in. z Bennym Goodmanem i Redem Nicholsem. Zmarł w wieku 28 lat.

W porównaniu z brawurową i nowatorską techniką Louisa Armstronga biegłość Bixa Beiderbecka w grze na trąbce była dość ograniczona, co nie przeszkadzało mu w tworzeniu prawdziwych klejnotów improwizacji. Krucha, krystaliczna barwa jego kornetu doskonale pasowała do introwertycznych fraz, w których można było zauważyć elementy muzyki europejskiej (nie przypadkiem jego ulubionym kompozytorem był Claude Debussy). Napisał kilka kompozycji na fortepian, z których najsłynniejsza, “In A Mist”, ujawnia jego nie zrealizowane talenty kompozytora klasycznego. Nagrania trębacza, zarówno w małych zespołach (np.Singin’ The Blues z H.Trumbauerem) czy w big-bandach (“San” oraz “Dardanella” wykonywane przez P.Whitemana) są dowodem jego wyjątkową bujnej wyobraźni solistycznej. Wczesna śmierć i towarzyszące jej okoliczności uczyniły z Beiderbecke’a legendarnego bohatera zbiorowej wyobraźni a oparta na jego życiu powieść Dorothy Baker „Young Man With A Horn” często przedstawiało jego życie w idealistycznym, romantycznym świetle. Jednakże jak często w takich przypadkach legenda czasem dość mocno zagłuszała prozę życia. Ostatnio, dzięki wznowieniom płyt Beiderbecke’a i pojawieniu się na rynku jego biografii pióra Richarda Sudhaltera i Phillipa Evansa oraz doskonałemu filmowi dokumentalnemu można bardziej obiektywnie spojrzeć na jego dorobek. Choć jego wkład w rozwój jazzu jest nieporównywalny z dokonaniami Louisa Armstronga, z pewnością był wyjątkowym muzykiem, o czym świadczą choćby jego improwizacje, przesycone niespotykaną wrażliwością i refleksyjnością, co w pewnym sensie pozwala nazwać go pionierem nowoczesnego jazzu.

Dionizy Piątkowski