Branford Marsalis i Dianne Reeves oddają hołd Johnowi Coltrane’owi z okazji setnej rocznicy urodzin legendy jazzu, prezentując album „Dedicated To You”. To wyjątkowe wydawnictwo, na którym znakomity saksofonista wraz ze swoim kwartetem (pianista Joey Calderazzo, basista Eric Revis i perkusista Justin Faulkner) towarzyszą wybitnej wokalistce.  To kolejny projekt Branforda Marsalisa, by ponownie nagrać repertuar zawarty wcześniej w kultowym wydawnictwie. Po raz pierwszy Brandford Marsalis – pół wieku od premiery kultowego dzisiaj albumu „Belonging” kwartetu Jana Garbarka – zaprezentował jego współczesną wersję. Teraz przedstawia zachwycające nowe interpretacje sześciu standardów, które znalazły się na wydanym w 1963 roku przez Impulse Records  albumie „John Coltrane and Johnny Hartman”.

To pomysł, by Branford Marsalis uczcił setną rocznicę urodzin Johna Coltrane’a (23.09.1926-17.07.1967). „Uznałem, że to świetna koncepcja, ale chciałem obrać mniej oczywistą drogę – wyjaśnia genezę albumu Branford Marsalis. John Coltrane, dzięki swojemu geniuszowi, stworzył wyjątkowe połączenie brzmień i muzycznej wrażliwości, łącząc ekumeniczne podejście do muzyki z estetyką swingu lat 40-tych, wczesnego R&B i post-bopu. Efektem był styl, który jednocześnie stawia intelektualne wyzwania i porusza emocjonalnie. To właśnie umiejętność łączenia wszystkich tych muzycznych światów jest czymś, do czego powinien dążyć każdy muzyk, niezależnie od gatunku. Możliwość uhonorowania jego wkładu w rozwój jazzu była dla nas prawdziwym zaszczytem. Mamy nadzieję, że udało nam się oddać sprawiedliwość jego artystycznym ideałom”. Uwagę przyciągnął album „John Coltrane and Johnny Hartman”, uznawany za jeden z najwybitniejszych przykładów idealnej współpracy wokalisty z zespołem. „Pozostało jednak pytanie: kto powinien zaśpiewać – opowiada Branford Marsalis. Najpierw myślałem o męskich wokalistach, ale postanowiłem się z tym przespać. Kiedy rano się obudziłem, pierwsze słowa, jakie wypowiedziałem, brzmiały: Dianne Reeves. Istnieje coś, co muzycy nazywają the thing – pewna nieuchwytna magia brzmienia. Dianne to ma. Słychać w niej inspiracje wieloma artystami, co bardzo mnie pociąga, a do każdej interpretacji wnosi ogromny ładunek emocji”. Dianne Reeves z entuzjazmem podjęła to wyzwanie „Słuchając największych wokalistów, nauczyłam się, że stali oni w zespole, a nie przed zespołem. Postrzegali siebie jako współtwórców brzmienia. Muzycy z kwartetu Branforda i ja mówimy tym samym muzycznym językiem i wszyscy wnosiliśmy własne pomysły” – komentuje wyzwanie wybitna wokalistka.  Kiedy Branford Marsalis, Joey Calderazzo, Eric Revis i Justin Faulkner spotkali się z Dianną Reeves muzyczna chemia pojawiła się natychmiast.  „To był prawdziwie zespołowy proces, w którym aranżacje rodziły się w studiu – wyjaśnia Branford Marsalis. Oryginalny album opierał się na dość stałym schemacie: wstęp fortepianu, podwojenie tempa po partii wokalnej, arpeggia na zakończenie. My nie chcieliśmy zamykać tych utworów w sztywnych ramach. Najpierw graliśmy je razem, a potem decydowaliśmy, co należy dodać, a co usunąć”. Dianne Reeves podchodząc do ballad mogła czerpać z bezcennego doświadczenia zdobytego jeszcze jako nastolatka podczas współpracy z Clarkiem Terry’m. „Standardy i piękne melodie, tym właśnie się zajmowaliśmy – wspomina Dianne Reeves czas spędzony z legendarnym trębaczem. Znał każdy tekst i każdą melodię. To jest mój fundament. Zawsze powtarzał, że trzeba dać utworowi dokładnie to, czego potrzebuje. Czasem potrzebuje przestrzeni, czasem delikatnego ozdobnika, a czasem absolutnie niczego. Trzeba odnaleźć sposób, by opowiedzieć nim własną historię”. Rodzice Dianny Reeves uwielbiali muzykę Johnny’ego Hartmana, dzięki czemu klasyczny album Coltrane’a i Hartmana  wokalistka znała od dziecka niemal na pamięć.  „John Coltrane nie próbował burzyć tradycji – podkreśla Branford Marsalis. Był jak Picasso. Najpierw doskonale poznał tradycję, a dopiero potem odkrył, jak można ją rozwijać. Nie traktował utworów jedynie jako ‘środków do improwizacji’, ale odnosił się do nich z ogromnym szacunkiem i empatią. Taki sam cel przyświecał nam: być wiernym duchowi tej muzyki”.

Dionizy Piątkowski