John McLaughlin – legenda jazzowej gitary, współtwórca  kultowych formacji The Mahavishnu Orchestra i Shakti, muzyk zespołów Milesa Davisa, Ala Di Meoli, Santany, Paco De Lucii, Alexisa Kornera. John Mc Laughlin, Chick Corea, Al Di Meola, Joe Zawinul, a zwłaszcza kultowe dzisiaj formacje Return To Forever, Weather Report i The Mahavishnu Orchestra stały się hasłami wokół których twórczość McLaughlina jest najważniejszą cezurą a sam artysta postrzegany jest nie tylko jako genialny gitarzysta i kompozytor, ale przede wszystkim jako najszlachetniejszy, kreatywny innowator szeroko rozumianego  jazzu ostatnich kilku dekad. Nikt nie ma wątpliwości , że kariera brytyjskiego gitarzysty Johna McLaughlina mogła się potoczyć całkiem innym rytmem niż ten, który doprowadził go do jazzowego panteonu. Fascynował się bluesem i nowymi formami rocka, podobnie jak Eric Clapton oraz budzące się do życia estradowego The Rolling Stones ,The Who i The Beatles dojrzewał w atmosferze twórczego fermentu lat 60-tych, który kreował świat muzyki młodych Brytyjczyków. A jednak dla McLaughlina ta estetyka okazała się zbyt popularna, zbyt ludyczna, bo znalazł się po drugiej stronie barykady – w świecie awangardowego rocka i nowoczesnego jazzu. Dzisiaj jego nazwisko pojawia się ścisłej elicie prekursorów fusion-jazzu. McLaughlin jest – obok Chicka Corei, Ala Di Meoli, Joe Zawinula, a zwłaszcza ich kultowych formacji Return To Forever, Weather Report i The Mahavishnu Orchestra – jednym z najbardziej podziwianych twórców elektrycznego jazzu.

Urodził się 4 stycznia 1942 roku w angielskim Yorkshire. Wychował się w rodzinie muzyków. Miał 9 lat, kiedy zaczął uczyć się grać na fortepianie, potem zainteresował się gitarą, zainspirowany – podobnie jak wielu jego rówieśników – bluesem. Fascynował go amerykański blues, soul, muzyka Muddy Watersa, Billa Broonzy’ego i Leadbelly’ego. Podobnie jak Eric Clapton czy Alexis Korner próbował łączyć swe muzyczne ambicje z estetyką, modnej i podziwianej na Wyspach rhythm and bluesowej stylistyki. Ale interesował się także muzyką latynoską, klasyką jazzu i – jak sam wspomina – już w latach 60. zawładnęła nim gra Django Reinhardta, Tala Farlowa, Jima Halla, Barney’a  Kessela, wielkich jazzowych gitarzystów. Nie stronił także od ówczesnej jazzowej awangardy – Davisa, Coltrane’a, Adderley’a. Co nietypowe, interesował go także Bartok i Debussy. Po wielu dekadach te tak różnorodne źródła inspiracji znajdą swój wyraz w muzyce The Mahavishnu Orchestra, a przede wszystkim w solowych projektach gitarzysty.

Pierwsze doświadczenia estradowe John McLaughlin zdobył jeszcze w Anglii – najpierw na scenie bluesowej u boku Alexisa Kornera, Georgie Fame’a, Grahama Bonda, Wilsona Picketa i Briana Augera – prekursorów brytyjskiego bluesa i rocka. Niemniej ważny dla młodego gitarzysty okazał się udział w jazzowych eksperymentach Johna Surmana, Tony Oxleya i Dave’a Hollanda.Zafascynowany nowoczesną formą  jazzu McLaughlin związał się na krótko z eksperymentami, jakie w  Niemczech proponował guru ówczesnej jazzowej awangardy, multiinstrumentalista Gunter Hampel. Dopiero zrealizowany w 1969 roku album „Extrapolations”, na którym towarzyszyli mu saksofonista John Surman i perkusista Tony Oxley, okazał się znaczącym momentem w karierze gitarzysty. Nowa, ostra, ale jednak jazzowa muzyka grupy, stanowiła, w pewnym sensie, przeciwwagę dla modnego rockowego trio The Cream Erica Claptona. Uznać nawet można, że jazzowe trio McLaughlina rywalizowało z  zespołem Claptona oraz grupami Alexis Kornera i  Johna Mayalla.

W czasie jednej z jam sessions w londyńskim klubie Ronnie’go Scotta na zdolnego gitarzystę zwrócił uwagę perkusista Jack DeJohnette, który zarekomendował brytyjskiego muzyka Tony Williamsowi, perkusiście  słynnego kwartetu Milesa Davisa. Kilka miesięcy później McLaughlin przeniósł się do Nowego Jorku, by stać się muzykiem nowej grupy Tony Williamsa – Lifetime. Zrealizował z nimi dwie płyty – „Emergency!” oraz  „Turn It Over”, co zwróciło na niego uwagę nowojorskiego środowiska jazzowego. Mając rekomendację Williamsa,  McLaughlin znalazł się  w kręgu Milesa Davisa, który zaproponował mu współpracę przy albumach „In A Silent Way”, „Jack Johnson” oraz przełomowym dla jazzu fusion „Bitches Brew”.

Gra z Davisem stała się dla McLaughlina nie tylko przepustką do świata wielkiego jazzu, lecz także bodźcem do tworzenia własnych kompozycji.  Ważne stały się płyty „Devotion” oraz inspirowana muzyką hinduską „My Goal’s Beyond”. Nagrania te były zapowiedzią   nowego brzmienia, które  McLaughlin zaproponował wkrótce z nową, autorską grupą – The Mahavishnu Orchestra.W 1971 r. zespół,    oprócz McLaughlina, tworzyli – skrzypek Jerry Goldman, klawiszowiec Jan Hammer, basista Rick Baird oraz perkusista Billy Cobham.  Mimo licznych zmian personalnych oraz poszerzenia zespołu do niemal „orkiestrowego” składu (w maju 1974 r. Mahavishnu Orchestra  miała w składzie instrumenty blaszane, sekcję smyczków oraz doskonałego francuskiego skrzypka Jean- Luc Ponty’ego) zespół cieszył się olbrzymią popularnością. Obok Weather Report Joe Zawinula i Wayne’a Shortera oraz Return To Forever Chicka Corei, grupa Johna „Mahavishnu” McLaughlina uważana była za najbardziej kreatywną formację fusion-jazzu. W zespole grali najwybitniejsi instrumentaliści, którzy po zawieszeniu działalności grupy w połowie lat 70-tych, tworzyli własne formacje i własną muzykę. Liderem był oczywiście McLaughlin, muzyk dostarczający  zespołowi ciekawych, eksperymentalnych pomysłów, budujący swą gitarą  brzmienie zawieszone gdzieś między modern jazzem a elektrycznym rockiem.

John McLaughlin, pozostający pod wpływem hinduskiej ragi, grał, jak na owe  czasy, niezwykle nowatorsko. Tworzył muzykę pulsującą szalonym rytmem i melodią. Szczególnie ciekawe w muzyce Mahavishnu Orchestra było łączenie elementów muzyki Wschodu i Zachodu, melodyjnej, rytmicznej hinduskiej  ragi z impulsywną jazzową improwizacją.Debiutancki album „The Inner Mounting Flame” był początkiem sukcesów zespołu. „Birds Of  Fire” wprowadził muzykę McLaughlina i Mahavishnu Orchestra na listy bestsellerów. Choć sukces orkiestry był niezaprzeczalny, to trudno było liderowi utrzymać stały skład grupy. Bardzo szybko nazwa zespołu stała się tylko marką, pod którą McLaughlin realizował swoje nowe nagrania. Raz był to koncert w nowojorskim Central Parku wydany na płycie „Between Nothingness And Eternity”, innym razem eksperyment z londyńską orkiestrą symfoniczną – „Apocalypse” albo album z Carlosem Santaną – „Love, Devotion, Surrender”.

W 1975 roku po formalnym rozpadzie Mahavishnu  Orchestra McLaughlin uległ fascynacji hinduskim guru oraz filozofią Wschodu i ponownie sięgnął po inspiracje wschodnimi tradycjami. „Zawsze interesowała mnie muzyka i kultura Dalekiego Wschodu – mówił mi po koncercie w Warszawie w 2003 roku – ale czekałem bardzo długo, by zaproponować sobie takie muzyczne zderzenie. Jeszcze w Londynie podziwiałem pakistańskich i hinduskich emigrantów, którzy próbowali połączyć swoja tradycyjną ragę z rytmami brytyjskiego rocka. Mnie interesowała bardziej muzyka, która mocniejszy akcent kładła by na tradycję niż elektryczne brzmienie fusion. Wiedziałem, że nie uda mi się to nawet z  najlepszymi muzykami europejskimi lub amerykańskimi. Interesowała mnie żywa muzyka tworzona naturalnie i z ogromną emocją. Chciałem grać z tymi fantastycznymi hinduskimi muzykami, których zawsze  podziwiałem. Spędziłem w Indiach i Pakistanie wiele czasu, starałem się poznać kulturę, obyczaj, religię, wszystko, co mogło mi objaśnić egzotykę brzmień i nastrojów. Im bardziej zgłębiałem tę kulturę, tym mocniej byłem przekonany, że zmierzam w dobrym kierunku. Mówię to jako europejczyk, ale i artysta. Choć nigdy nie stałem się artystą takim jak moi przyjaciele z Shakti”.

 W 1978 roku John McLaughlin odnalazł się w całkiem innej konwencji :  akustycznego  gitarowego trio zdominowanego latynoskimi rytmami, flamenco, sambą. Do  swego pomysłu pozyskał znanych muzyków – Paco De Lucię i Larry Coryella, którego zastąpił później Al Di Meola. Wielkim sukcesem okazał się nagrany na żywo album „Friday Night In San Francisco’‘. Komercyjny sukces przedsięwzięcia pozwolił McLaughlinowi ponownie zająć się realizacją innych projektów. Najciekawsze były nagrania „Belo Horizonte”, „Music Spoken Here”, „Electric Guitarist” z Carlosem Santaną, Chickiem Coreą, Tony Williamsem, Stanley’em Clarkiem i Jackiem Brucem, udział w kolejnych nagraniach Milesa Davisa (album „You’re Under Arrest”).

W listopadzie 1984 roku John McLaughlin wspólnie z Los Angeles Philharmonic Orchestra wykonał koncert gitarowy Mike’a Gibbsa. W tym samym roku ponownie połączył siły z Billy Cobhamem, by odtworzyć Mahavishnu Orchestra, ale bez skrzypiec, za to z alternatywnym głosem solowym saksofonisty Billa Evansa. W 1986 r. do zespołu doszedł klawiszowiec Jim Beard, a dwa lata później McLaughlin wyruszył na trasę z wirtuozem instrumentów perkusyjnych Trilokiem Gurtu. Do Anglii wrócił w 1990 r. –  dokonał wtedy prawykonania swego „Mediterranean Concert” razem ze Scotish National Orchestra w czasie Glasgow Jazz Festival.

W latach 90-tych John  McLaughlin nagrywał bardzo różne stylistycznie, doskonałe płyty. Jego fanów mogło zaskoczyć to, że wszystkie te projekty były mocno osadzone w ortodoksyjnym jazzie. Wymieńmy: brawurowy „Live At The Royal Festival Hall” zrealizowany z genialnym basistą Kai Eckhardtem i  Trilokiem Gurtu; album „Que Alegria” nagrany w podobnym nastroju i składzie – tym razem z francuskim basistą Dominiquem Di Pizza; przepiękną  płytę z jazzowymi balladami – „Time Remembered: John McLaughlin Plays Bill Evans”, „After The Rain” z legendarnym Elvinem Jonesem (perkusistą Johna Coltrane’a), na której znalazł się zestaw standardów Ellingtona,  Coltrane’a. W 1996 r. McLaughlin nagrywa album „The Promise”, który jest zestawem jazzowych hitów granych z plejadą znakomitych muzyków – od Michaela Breckera i Davida Sanborna po Stinga i Jeffa Becka, w końcu lat dziewięćdziesiątych przedstawia płytę „The Heart Of Things” zrealizowaną z jazzowym kwintetem (z rewelacyjnym saksofonistą Garym Thomasem).

Pierwsze lata nowego wieku John McLaughlin poświęcił wyłącznie współpracy z  formacją Remember Shakti, do której zapraszał wielu hinduskich i pakistańskich muzyków. Wrócił do swojej fascynacji kulturą hinduską. Wraz z tablistą Zakirem Husseinem oraz skrzypkiem L. Shankarem stworzyli brzmienie nawiązujące do pierwotnej wersji Shakti. W latach 1998-2006 zagrał z tym zespołem setki koncertów na niemal całym świecie. Ugruntowało to pozycję McLaughlina jako jednego z najwybitniejszych współczesnych gitarzystów, ale zaczęły się pojawiać również głosy krytyków, że artysta zapętlił się w swych hinduskich fascynacjach. Jakby w odpowiedzi na te zarzuty, na początku 2006 r. John McLaughlin zaprezentował nowy zespół – Electric 4th Dimension Band, powracając tym samym do koncepcji jazzu elektrycznego znanego z czasów Mahavishnu Orchestra. Album „Industrial Zen” zawierał wiele ciekawych, eksperymentalnych pomysłów. Pojawiły się elektryczne frazy budowane rytmem hinduskiej ragi i przebojowego rocka ,ale wszystko utrzymane było w konwencji jazz-rockowej, nowoczesnej stylistyki.

W prestiżowym Critics/Readers Poll – corocznym plebiscycie amerykańskiego magazynu „Down Beat” – John McLaughlin jest obecny nieprzerwanie od ponad trzech dekad. Koncerty jego zespołów zawsze elektryzują fanów jazzu na całym świecie. Warto śledzić jego dalszą drogę – możemy być pewni, że da nam jeszcze mnóstwo wspaniałej muzyki.

Dionizy Piątkowski