„Dwaj ludzie z szafą” to etiuda Romana Polańskiego z 1958 roku, zrealizowana w trakcie studiów reżyserskich w Szkole Filmowej w Łodzi. To także obraz, do którego muzykę napisał Krzysztof Komeda. „W tamtym ponurym czasie liczyła się dla nas tylko sztuka. – wspomina Roman Polański. W łódzkiej szkole filmowej mogliśmy robić rzeczy, które gdzie indziej w czasach stalinowskich były nie do pomyślenia. Chcieliśmy być kolorowi jak jazzmani. Naszym guru był Krzysztof Komeda. Ubóstwialiśmy go za nowoczesną grę. Bez niego nie byłoby mojej etiudy„. W 1957 roku, po powrocie Sekstetu Komedy z moskiewskiego festiwalu, Krzysztof Trzciński spotyka Romana Polańskiego, który proponuje mu napisanie ilustracji muzycznej do dyplomowej etiudy, obrazu otwierającego drzwi światowej kariery Polańskiemu i Komedzie.
Pomysł na film „Dwaj ludzie z szafą” zrodził się w wyobraźni reżysera w formie prostego, choć irracjonalnego obrazu: dwaj mężczyźni wynurzają się z morza, z trudem dźwigając ogromną szafę: po wynurzeniu z morza wędrują przez ulice Sopotu, próbują wynająć pokój w hotelu, wejść do restauracji, poderwać dziewczynę, wsiąść do tramwaju. Dźwigana przez nich szafa nadaje neutralnym czynnościom najpierw komiczny a później coraz bardziej absurdalny kontekst. niepokojący rys. Szafa jest symbolicznym brzemieniem: naznacza bohaterów, czyni z nich odmieńców, którzy nigdzie nie pasują i wszędzie są niechciani.
Roman Polański zaangażował do współpracy ówczesnych studentów, zdjęcia zrealizował Maciej Kijowski, asystentem reżysera był Andrzej Kostenko, w rolach głównych wystąpili Jakub Goldberg i Henryk Kluba. Polański wspominał, że w murach szkoły powiew odwilżowej wolności był szczególnie intensywnie odczuwany, a jednym z jej ważnych symboli był jazz – muzyka zakazana w czasach stalinowskich. „ Jeśli chodzi o muzykę, to miałem już kogoś na oku – wspomina przygotowania do pracy nad etiudą Roman Polański. Potrzebny mi był podkład muzyczny w stylu cool, coś odbiegającego od normy, coś co mogłoby uwypuklić absurdalność kłopotów, w jakie wplątani są moi bohaterowie. Wiedziałem, o jakiego kompozytora mi chodzi, ale nie miałem odwagi prosić go, by zechciał poświęcić swój talent na muzyczne zilustrowanie jakiejś studenckiej etiudy filmowej. Bodajże największym powodzeniem cieszył się zespół Krzysztofa Trzcińskiego. Wiedziałem, że dotychczas nie miał okazji pracować nad filmem i mając nadzieję, że taka próba może go zaciekawić, zwróciłem się do niego”. W 1958 roku Krzysztof Komeda napisał pierwszą partyturę filmową do etiudy szkolnej Romana Polańskiego „Krzysiu zaczął życie kołysanką i kołysanką skończył. Pierwszą, piękną z „Dwóch ludzi z szafą”, skomponował przy mnie. Mieli wtedy próbę z zespołem w Poznaniu. Nagle zgasło światło. Cisza, tylko on cichutko brzdąkał. Ja powiedziałam: To śliczne. A on: coś Ty, tak mi się tylko udało, bo nastrój taki” – wspominała Zofia Komedowa, żona Krzysztofa.
Współpracę z filmem Krzysztof Komeda rozpoczął w 1958 roku, komponując muzykę do pierwszych obrazów Romana Polańskiego: „Dwaj ludzie z szafą” i „Ssaki”. Ostatnią ścieżką muzyczną Komedy był film Buzza Kulika „Riot” z 1968 roku. W ciągu tego dziesięciolecia powstała muzyka stanowiąca ilustrację dźwiękową do ponad czterdziestu filmów fabularnych i dokumentalnych. Januszowi Morgensternowi Komeda pisze muzykę do filmów „Ambulans”, „Do widzenia, do jutra”, „Jutro premiera”; Andrzejowi Wajdzie do „Niewinnych czarodziejów”; Jerzemu Skolimowskiemu do „,Bariery”, „Ręce do góry”, „Le Depart”; Januszowi Stawińskiemu do „Pingwina”; Pawłowi Komorowskiemu do „Szklanej góry”; Włodzimierzowi Haupce do „Ubranie prawie nowe”. Niezwykle owocna okazuje się współpraca ze szwedzkim reżyserem Hennigiem Carlsenem, który wykorzystał w swoich filmach sugestywną ilustrację muzyczną Komedy. Jednak najwspanialszy efekt dał mariaż reżyserskiego kunsztu Romana Polańskiego i subtelnej, lirycznej muzyki Krzysztofa Komedy wykorzystany precyzyjnie w takich filmach, jak: „Cul-de-sac”, „The Vampire Killers”, „Le gros et le maigre”, „Nóż w wodzie”, „Les plus belles escroqueries du monde”, a przede wszystkim – w „Rosemary’s Baby”.












