Pianista Randy Ingram składa –  albumem Sound Within: A Celebration of Bill Evans” – hołd legendarnemu Billowi Evansowi. By sesji nadać szczególny format zaprosił byłych muzyków kultowego trio Billa Evansa: perkusistę  Joe La Barberę i kontrabasistę Rufus Reida.

 Bill Evans (16.08.1929-15.09.1980) jest nadal jest ważną postacią jazzowej pianistyki. Nazywany jest  często poetą fortepianu a charakterystyczna melancholia to nastrój dominujący w jego muzyce. Jego dojrzały styl kształtował się z dala od nowojorskiej sceny bopowej. Choć we wczesnym etapie kariery był stylistycznym spadkobiercą mistrza bopu Buda Powella oraz hard-bopowych pianistów Horace’a Silvera i Lennie’go Tristano, to samodzielnie wypracował własny, liryczny styl. W dużym stopniu przyczynił się do rozwoju improwizacji modalnej, a co za tym idzie – szkoły Johna Coltrane’a ( choć delikatny styl Billa Evansa stanowił przeciwwagę dla pianistyki McCoy Tynera). Bill Evans był pionierem całkowicie nowego – z punktu widzenia pianistyki jazzowej – stylu interpretacyjnego. Polegał on na pozostawieniu tylko podstawowych składników akordu, które łączy swobodnie z innymi dźwiękami, często bardzo odległymi od zasadniczej linii melodycznej. Bill Evans zasłynął jako lider jednych z najbardziej wpływowych i cenionych trio fortepianowych w historii jazzu; począwszy od swojego pierwszego, kultowego tria ze Scottem LaFaro i Paulem Motianem po trio z basistami (Chuck Israels i Eddie Gómez) oraz perkusistami (Jack DeJohnette. Joe La Barbera i Marty Moreli).

Potrzeba takiego pianisty jak Randy Ingram, muzyka o pewności siebie i silnie zdefiniowanej tożsamości, by oddać hołd B.Evansowi, zachowując jednocześnie swój własny, niepowtarzalny styl. Choć od początku swojej kariery wiedział, że pewnego dnia odwdzięczy się za ten niezatarty wpływ projektem celebrującym tego legendarnego przodka, był zdecydowany poczekać na właściwy moment, by wyrazić uznanie i wdzięczność od jednego artysty do drugiego. Ten moment nadszedł wraz z albumem „Sound Within: A Celebration of Bill Evans” – głęboko osobistym hołdem Randy’ego Ingrama dla Billa Evansa. To szczery hołd, z oryginalnymi kompozycjami Randy’ego Ingrama oraz standardami Billa Evansa. „Dla mnie najważniejszy w Billu Evansie nie jest styl – wyjaśnia genezę albumu Randy Ingram. Nie chodzi o sposób, w jaki gra, ani o instrumenty, których używa. Chodzi o brzmienie fortepianu, a ono pochodzi z głębi duszy. Dlatego na tym albumie skupiłem się na własnym brzmieniu”. Randy Ingram, tworząc własne trio, sięgnął bezpośrednio do źródła. W sesji uczestniczył perkusista Joe La Barbera, który grał w trio Evansa z basistą Markiem Johnsonem. La Barbera stał się mentorem Ingrama w latach dorastania pianisty w Południowej Kalifornii, co uczyniło z jego zaangażowania celebrację dwóch integralnych relacji, odległych od siebie o pokolenia.Trio uzupełnia mistrz kontrabasu  Rufus Reid. Choć nie był tak blisko związany z Evansem jak La Barbera, Reid pełnił krótką, ale kluczową rolę w trio pianisty w 1978 roku, występując w nowojorskim Village Vanguard i Jazz Workshop w Bostonie. Potem  zdecydował się kontynuować współpracę z Dexterem Gordonem i J.J. Johnsonem, ale wyciągnął z tego doświadczenia ważną lekcję: obawiając się pójścia w ślady Eddie’go Gómeza, Bill Evans zapewnił go, że został powołany ze względu na swój własny, indywidualny głos, a nie po to, by naśladować czyjś styl. „W dużej części muzyki, którą kocham, od Billa Evansa przewija się pewien introspektywny wątek – mówi Randy Ingram. Nigdy niczego nie udawał na poziomie emocjonalnym; zawsze potrafił mówić o sobie z całkowitą szczerością. Czuję więź z muzyką Billa, odnajdując w niej coś niezaprzeczalnie prawdziwego. Żyjemy w czasach, w których ludzie zdają się czuć presję, by prezentować się poprzez wyselekcjonowane, zewnętrzne fasady, i naprawdę cenię kogoś takiego jak Bill, który stworzył coś głębszego, coś prawdziwego i wypływającego z bardziej wewnętrznej perspektywy

Dionizy Piątkowski