W realizowanym od lat cyklu Czas Komedy staram się prezentować artystów, którzy w niekonwencjonalny i kreatywny sposób podchodzą do kompozycji Krzysztofa Komedy. Wielość tych projektów ( od kameralistów Radio String Quartet po „scandinavian touch of jazz” trio Espena Eriksena) sprowokowały, by przygotować także nietypowe prezentacje w ujęciu ”muzyki komedowskiej”. Tak trafiłem na Bence Vasa – węgierskiego wirtuoza gry na organach Hammonda, który swoim recitalem w zachwyt wprawił publiczność galowego koncertu Ery Jazzu. Wydawało się wtedy, że kompozycje Komedy-Trzcińskiego są jakby stworzone także i pod ten instrument.
Z ogromnym entuzjazmem sięgnąłem po kolejną interpretację kompozycji Komedy („Moja Ballada”), którą rozpoczyna swój najnowszy album „Trzej Królowie” Witold Janiak – wirtuoz gry na organach Hammonda,. To dość nietypowe odkrywanie Komedy, gdy pogodna, nowoczesna ballada staje się wprowadzeniem do całego albumu, ale casus Hammonda jest tutaj argumentem koronnym. Organy Hammonda nie są zbyt często eksponowane w polskich zespołach jazzowych, choć ich tradycja na polskiej estradzie ma długą historię: od radiowej orkiestry i poznańskich grup Benona Hardy’ego, eksperymentów jazz-rockowych Czesława Niemena i Andrzeja Zielińskiego po swing Krzysztofa Sadowskiego, mistrzowską elokwencję Wojciecha Karolaka oraz kunszt Kajetana Galasa. Do tego zacnego grona dołączył Witold Janiak, jeden z najciekawszych, młodych wirtuozów gry na organach. Teraz z saksofonistą Sajmonem Bońkowskim i perkusistą Kacprem Kaźmierskim nagrał płytę ‘Trzej Królowie” z przepiękną ekspozycją nieograniczonych brzmień Hammonda.
„To moja czwarta płyta nagrana na Hammondzie – mówi w rozmowie z Łukaszem Iwasińskim/Jazz Forum. Po „Opowiastkach” Marka Jakubowskiego, „Bach Jazz Collective” Bartka Halickiego oraz doktorskiej płycie Mirka Skowrońskiego. Co prawda każda z nich prezentuje składy „akustyczne” (tak, Hammond to instrument akustyczny), ale zakres doświadczeń był przy ich realizacji naprawdę potężny. Na tej płycie świadomie odeszliśmy od mocniejszej post-produkcji, chociaż chodziło nam po głowie, żeby wzbogacić nagrania o dodatkowe partie, czy przetworzyć istniejące za pomocą efektów zewnętrznych. Chcieliśmy zmierzyć się z przestrzenią kreowaną jedynie przez nasze instrumenty. Wszystkie nagrane utwory są mojego autorstwa, jedynym wyjątkiem jest, otwierająca płytę, „Moja ballada” Krzysztofa Komedy”.
Sesja „Trzej Krółowie” jest kwintesencją muzyki Witolda Janiaka oraz znamienitej współpracy z muzykami trio. Jest także – tak mi się zdaje – zbiorem koncepcji organisty, który rozbity między inspiracjami klasyki rocka, soulu i rhyth’n’bluesa koryguje swoje fascynacje, by odnaleźć się najbliżej jazzu. Skala improwizacji jest rozbudowana, rytm i brzmienie ma „groove” i jest mocno osadzone w tradycji i amerykańskego „roots”. Chciałoby się słuchać rozbudowanych nastrojów rodem z Ray’a Manzarka czy umykającej melodyki Pink Floyd, ale organiście zdecydowanie bliżej jest to klasyki „hammondowego” soulu i jazzu. Utwierdzają taką koncepcję także dobrze skrojone partie saksofonu, niezwykle zgranie trio współgrające z Hammondem. Każda improwizacja to, poddana rygorowi ciekawych kompozycji, precyzyjna wymiana energii i pomysłów.












