z Dionizym Piątkowskim – twórcą i dyrektorem Ery Jazzu rozmawia Zbigniew Ostrowski i Dominik Górny

Jesteś etnografem (specjalność folklor muzyczny) mogłeś zostać naukowcem i badać różne fenomeny kulturowe jednak wybrałeś jazz to „murzyńskie muzykanctwo”, jak to nazwałeś w przedmowie swojej książki. Kilka słów wyjaśnienia?

Jak rozmawiam w Stanach z muzykiem i on używa zwrotu  jazz music, to mam z pewnością do czynienia z białym Amerykaninem. Czarny Amerykanin mówi jazz, po prostu jazz. W Ameryce to jest muzyka „ludyczna”: palą, rozmawiają, piją  piwo, jest włączony telewizor, a  facet, często z dobrym nazwiskiem, gra. Oczywiście nie mówię o wielkich jazzmanach, którzy wypełniają sale koncertowe. Wielokrotnie byłem w Luizjanie, Nowym Orleanie i widziałem, że tam  muzycy po prostu wychodzą i grają. To jest ich muzyka, coś zupełnie naturalnego, co zrozumiałe, bo jazz to przecież też specyficzna muzyka ludowa.  Natomiast w Europie muzyka jazzowa stała się nobliwa, bliżej jej do  muzyki klasycznej. Więc jako etnograf, odbieram jazz także w kategoriach określonej „ muzyki ludowej”.

W ciągu 20 –lat Ery Jazzu na scenach wystąpiły setki artystów, czy mógłbyś jednym tchem wymienić kilku, których udało się sprowadzić na koncerty i na których Tobie najbardziej zależało?

Zrealizowałem ponad dwieście koncertów, dla blisko półmilionowej publiczności. Często mam dylemat, kogo jeszcze pokazać, bo tak po prawdzie w Erze Jazzu pojawili się prawie wszyscy najwybitniejsi twórcy jazzu : od Hancoka, Shortera i Garbarka po Dianę Krall i Cassandrę Wilson. Ale najbardziej cenię te pomysłu, gdy zapraszałem artystów, którzy nigdy dotąd nie pojawili się  u nas wcześniej , np. legendarna wokalistka Abbey Lincoln, saksofonista Steve Lacy, Gato Barbieri, muzycy chicagowskiej New Black Music czy naturszczyki z Nowego Orleanu. Niezwykłymi są zawsze tzw. projekty specjalne, które wymagają mojego ogromu pracy i entuzjazmu muzyków; tak powstały wielkie wydarzenia Ery Jazzu:  orkiestra Agnieszki Duczmal zagrała z Al Di Meolą, powstał  słynny „Penderecki  Jazz”, Tomasz Stańko z grupą Andreasa Vollenweidera. Teraz realizuję jedyny w swoim rodzaju Poznań Jazz Projekt  – z udziałem gwiazd jazzu i poznańskich muzyków.

Władze Nowego Orleanu przyznały Tobie Honorowe Obywatelstwo tego miasta, kiedy i gdzie dowiedziałeś się o tym fakcie i w jakich okolicznościach?

W grudniu 2005 roku przedstawiałem  Christmas Ery Jazzu z udziałem artystów z  Nowego Orleanu. Jednak nim muzycy grupy  Joyful pojawili się w Polsce,  Nowy Orlean i Luizjanę pochłonął szaleńczy żywioł. Tajfun Katrina w sierpniu 2005 roku całkowicie pokrzyżował także nasze plany. Przez kilkanaście tygodni nie miałem kontaktu z muzykami. Wydawało się ,że tragedia stała się udziałem także artystów z Joyful. Gdy opadły pierwsze emocje i gdy zdumiony świat obserwował nieporadność amerykańskiego rządu, tragedię milionowej aglomeracji i koszmar  mieszkańców zdecydowałem, że zagramy specjalny koncert „ Era Jazzu for New Orleans ”. Przygotowaliśmy okolicznościowy CD, koszulki i wydawnictwa by pomóc ofiarom Katriny. Na kilka tygodni przed naszym koncertem w Kongresowej ( później także  w Poznaniu i Krakowie) odezwał się Alfred Caston, lider zespołu Joyful i opowiedział mi swą straszną historię :tragedię w rodzinie, ewakuację rodziców do Teksasu, zniszczone biuro, studio nagrań, archiwum. Ale pełen optymizmu potwierdził planowany udział w koncertach Ery Jazzu.  Sukces koncertów i wizyta Joyful w Polsce przerosły  nasze najśmielsze oczekiwania.Nie przyszło mi wtedy do głowy, że to nasze działanie i  pomoc muzykom z Nowego Orleanu, serdeczność z jaką się spotkali  będzie miało taki zaskakujący finał. W czasie ostatnie wizyty w Nowym Orleanie uhonorowany zostałem w imieniu Burmistrza i Rady Miasta – zaszczytnym tytułem Honorowego Obywatela Nowego Orleanu.  Stałem się emisariuszem dobrej sprawy i Ery Jazzu w Mieście  Jazzu .

Chciałbym byś w kilku zdaniach określił, jak postrzegany jest polski jazz na świecie i nasi muzycy.

Jazz nigdy nie był sztuka masową, ale od zawsze ma swoją wierna publiczność. To jest wspólna struktura, w której popularyzowanie muzyki odbywa się zarówno poprzez twórczość artystów, jak i entuzjazm słuchaczy. Dumny jestem, że polski jazz jest najwybitniejszym i najbardziej cenionym nurtem  naszej muzyki na świecie. Mamy wielkie legendy jazzu, jak Komeda i Stańko, mamy niekwestionowane gwiazdy i ogromną rzeszę  wspaniałych muzyków. Niestety, takich analogii próżno by szukać w rodzimej muzyce rozrywkowej. Komeda, Seifert, Urbaniak, to już jazzowi klasycy, ale mają wielu kontynuatorów, którzy są w światowej pierwszej lidze.  Od kilku dekad bawię się z jazzem, propagując ten wspaniały gatunek muzyki, kultury i obyczaju. Poprzez Erę Jazzu udało mi się wykreować ważny i prestiżowy pomysł, obudowany nie tylko samymi koncertami  ale także wydawnictwami, płytami, nagraniami. Swoją markę ma też polska publiczność, więc kto już występował w Poznaniu, chętnie wraca i rekomenduje przyjazd innym.

Ukończyłeś także dziennikarstwo na UAM, udzielasz się w radiu i telewizji, publikujesz w kilkunastu czasopismach muzycznych w kraju i zagranicą, jesteś producentem płyt, wykładowcą na prestiżowych uczelniach, jurorem na przeglądach i festiwalach jazzowych, członkiem międzynarodowych stowarzyszeń i organizujesz koncerty Ery Jazzu, jak Tobie udaje się to wszystko ogarnąć, że to sprawnie działa?

Jestem bardzo zajętym człowiekiem. Ktoś ładnie powiedział o mnie: jesteś podróżującym domatorem. Nie zwracam uwagi na czas, co nie znaczy, że żyję i pracuję beztrosko. Kiedy potrafisz pogodzić zawód z pasją, a do tego cieszyć się i dzielić sukcesem z najbliższymi, to nie jest ci potrzebny żaden zegarek czy kalendarz. Należę do tych nielicznych, którym pasja zapętliła się z zawodem. Tak – robię to co lubię i lubię to, co robię. Prawie pół wieku jazzowego życia…jest o czym opowiadać.  Bo jazz jest dla mnie  muzyką, stylem i kulturą; bardzo uniwersalnym, pasującym do każdego środowiska, nastroju, sytuacji. Jest także ponadczasowy, rozgrywa się z każdym koncertem, z każdą emocją. Jest też po trosze elitarny i snobistyczny, ale takie postrzeganie jazzu przysparza mu także wielu, wielu entuzjastów….Mimo zawirowań stylistycznych jazz ma się świetnie i  ma własną, stałą publiczność. O   niezwykłej  popularności  muzyki  jazzowej świadczą  dzisiaj nie  tylko  koncerty i festiwale, wydawnictwa i nagrania – ale przede wszystkim publiczność: fani tej nieokiełzanej muzyki, sztuki, kultury i jazzowego obyczaju. A na pytanie, czy jazz ma przyszłość, odpowiem tak samo :  trudno wyobrazić sobie świat bez jazzu .

Czy Twoje zamiłowanie do muzyki wzięło się z domu rodzinnego, a może ze szkoły i czy grasz na jakimś instrumencie?

Jestem pokoleniowym rock’n’rollowcem. Rozmiłowanym w gitarowym brzmieniu tamtych lat, sześćdziesiątych, siedemdziesiątych. Sam nawet zrobiłem gitarę elektryczną ! Chadzałem na lekcje gry na klasycznej gitarze, ale te palcówki, prymki i ludowe piosenki bardzo mnie nudziły. Wyobrażałem sobie, że gdy już dostatecznie dobrze opanuję ten instrument, by koncertowo grać. Interesowała mnie elektryczna gitara, bo to był szpan, to była przepustka w inny, także towarzysko świat. Ale gdy już podłączyłem się do archaicznego wzmacniacza  i gdy przystawki zaczęły modulować dźwięk, zrozumiałem, że bardzie interesuje mnie sama muzyka, niż jej tworzenie i granie. Odkryłem w sobie wtedy, że jako instrumentalista jestem nie mam specjalnych ambicji i zacząłem już tylko słuchać muzyki. Dlaczego zająłem się akurat muzyką jazzową? Jest taki moment w życiu każdego młodego człowieka, gdy trafia na określone nagrania. Ja sobie przypominam  wczesne lata siedemdziesiąte, gdy wydało mi się iż ta muzyka jest dla mnie najwłaściwsza. Kiedy po paru latach słuchałem nagrań Johna Coltrane’a  czy ballad Stana Getza, okazuje się, że jest to „moja muzyka”.  Zacząłem także zgłębiać historię jazzu, kulturę i obyczaj tej muzyki, ukończyłem bardzo ciekawe studia na UAM ( etnografię i zrobiłem specjalizację: folklor muzyczny) i kurs „Jazz & Black Music” na prestiżowej UCLA w Berkeley. Teraz po latach wiem, że moja praca w jazzie  jest dowodem na to, że można robić coś z pasją, można robić to długo i można z tego dobrze i ciekawie żyć.

Twoje zainteresowania poza muzyczne?

Często pytany o swoje hobby z smutkiem stwierdzam, że takiego nie mam. Bo wszystko kręci się wokół jazzu: praca, spotkania, koncerty, podróże. Chyba już za daleko poszedłem, by całkowicie móc się zatrzymać. Sukces kolejnych przedsięwzięć wpływa na presję otoczenia i wręcz życzliwe żądanie kontynuowania moich działań. Kocham jazz i jego ludzi. Dzięki koncertom poznaję ich muzykę i ich samych lepiej. Jak tu z tego zrezygnować? To kilkadziesiąt lat mojego życia, to cały mój jazz..

Era Jazzu promuje młodych artystów. Co dziś wnoszą oni nowego w jazz, co za kilkanaście lat, może być odkryciem lub scenicznym patentem?

Promocji młodych służy Poznań Jazz Project. Tym wstępującym na poważne estrady debiutantom przyznaję Nagrodę Ery Jazzu- taki istotny „znak towarowy”, legitymacja jakości, dzięki niej łatwiej im poruszać się na innych przeglądach i festiwalach w świecie. Era Jazzu jest inicjatywą poznańską ! Tutaj, jesienią wystartowałem z klubowym koncertem jazzowych gwiazd pokazując, że wielcy jazzu mogą być blisko nas, w klubie, na wyciągnięcie ręki. Przez lata Era Jazzu stawała się coraz bardziej ogólnopolska, światowa, by swoją „rezydencję” znaleźć w Poznaniu. Przychylność władz miasta, mediów, entuzjastów jazzu i partnera strategicznego powoduje, że gra nam się tutaj najlepiej. No i siebie ! Co najważniejsze po latach pojawił się  festiwal jazzowy z plejadą gwiazd oraz ciekawymi, lokalnymi inicjatywami.  W ciągu ostatnich czterech lat Era Jazzu zbudowała ważną – także dla mnie – relację konsolidującą środowisko. Po „ czasie Komedy” i  „czasie jazzu lat 80-tych” mamy w Poznaniu „erę jazzu”. -Z radością honorowałem gitarzystów, Piotra Scholza i Dawida Kostkę, perkusistę Adama Zagórskiego, saksofonistę Kubę Skowrońskiego czy grającego na harmonijce Kacpera Smolińskiego. Kiedy jesienią 1998 roku startowałem z Erą Jazzu wiedziałem, że ma to być impreza inna niż wszystkie dotychczasowe, podobne festiwale w Polsce. Przede wszystkim postawiłem na ekskluzywność i prestiż wydarzeń,  a co za tym idzie, na taki dobór artystów, by ich koncertami przerwać tuzinkowość innych prezentacji.

Jaki był klucz koncertu 20-lecia Ery Jazzu?

Zastanawiałem się, jak podsumować te 20 lat Ery Jazzu i z pewnością zaproszenie Reginy Carter – najważniejszej skrzypaczki jazzu jest symboliczne. Muzyką symbolizuje to, co w Erze Jazzu zawsze było najważniejsze: niekwestionowany artyzm, autentyczność muzyki i status wielkiej  gwiazdy. Skrzypce to także instrument w Poznaniu szczególny, w aul UAM odbywa się przecież jeden z najważniejszych konkursów skrzypcowych. Regina Carter – jako jedyna – zagrała na Il Cannone Guarnei del Gesu – skrzypcach należących do samego mistrza Paganiniego. Jest równie doskonała zarówno w jazzie, jak i w muzyce klasycznej. I co szczególnie miłe – artystka  specjalnie przylatuje do Poznania na nasz koncert galowy. Gala jest także okazją pokazanie liderów poznańskiego jazzu. Na estradzie pojawi się specyficzna  Era Jazzu All Stars, czyli laureaci naszej nagrody w swoich autorskich projektach.

Z którym z artystów Ery masz najlepszy osobisty kontakt? A może jest ich wielu?

Poznałem najwspanialszych ludzi świata, jest to największy skarb, jaki mogę wynieść z tej pracy. Życie, które wspólnie z żoną Ireną prowadzimy pozwoliło nam poznać najwybitniejszych ludzi kultury światowej. Z wieloma gwiazdami, m.in. z Al. Di Meola, Herbie Hancockiem,  Janem Garbarkiem  spędziliśmy po wiele tygodni, podróżując, koncertując i prowadząc w pewnym sensie  wspólne życie. W takich momentach